Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Cyfrowa waluta, stara władza. Irlandia wchodzi w projekt euro przyszłości

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Irlandia nie zamierza stać z boku, gdy Europa przepisuje zasady gry pieniądza i będzie wręcz przeciwnie, kraj przygotowuje się do roli jednego z głównych architektów nowego porządku monetarnego. Wiceprezes Banku Centralnego Vas Madouros mówi wprost, że Irlandia „odegra ważną rolę” w realizacji cyfrowego euro, zwłaszcza gdy w drugiej połowie roku obejmie prezydencję w Unii Europejskiej.

To nie jest kolejna technokratyczna fanaberia z Brukseli, jak próbują to przedstawiać sceptycy, a projekt o ambicjach większych niż sama wygoda płacenia telefonem. Europejski Bank Centralny forsuje ideę cyfrowego euro jako odpowiedź na świat, który coraz mniej przypomina stabilny rynek, a coraz bardziej pole geopolitycznej gry. W skrócie: jeśli pieniądz ma być suwerenny, musi być także cyfrowy. Cyfrowe euro bywa nazywane „gotówką XXI wieku” i coś w tym jest, a działać ma zarówno online, jak i offline, umożliwiać płatności między ludźmi, w sklepach i w sieci, a przy tym być wolne od opłat dla użytkownika. Kluczowa różnica będzie taka, że nie potrzebuje wówczas pośredników, żadnych kart, żadnych globalnych korporacji, żadnych algorytmów z Doliny Krzemowej decydujących, czy twoja transakcja przejdzie – mówią entuzjaści.

Jak tłumaczy dr Christy Petit, to „publiczny cyfrowy środek płatniczy”, odpowiednik gotówki, tyle że przeniesiony do świata ekranów i serwerów. Dziś, gdy płacisz online, zawsze ktoś stoi pośrodku, najczęściej bank, operator płatności, jakaś zagraniczna firma. Cyfrowe euro ma ten łańcuch skrócić do minimum i państwo wraca tu do roli, którą kiedyś miało bezdyskusyjnie, czyli emitenta i strażnika pieniądza.

Jak wskazują dane, w Irlandii udział płatności gotówkowych spadł z 53% w 2019 roku do 27% w 2023 r., więc nie określa się tego zjawiska ewolucją i mówi się o skoku. Jednocześnie dwie amerykańskie firmy zdominowały większość transakcji kartami w strefie euro, co jest komfortowe, ale bez suwerenności, dodają twórcy nowego systemu. Historia ostatnich lat daje aż nadto przykładów, że infrastruktura finansowa może stać się narzędziem nacisku. Gdy Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę, globalni operatorzy płatności po prostu odcięli kraj od swoich usług, co jest jednym z argumentów unijnych polityków.

Tu właśnie na scenie pojawia się cyfrowe euro z obietnicą działania nawet bez internetu, ale co warto zauważyć, bez żadnych gwarancji, że Unia Europejska nie przygotowuje właśnie ciężkiej artylerii, którą wyceluje we własnych obywateli. W świecie blackoutów, cyberataków i napięć politycznych to nie detal, to fundament, jak ujął to Madouros, a chodzi jakoby o „odporność”, natomiast samo słowo znaczyć ma dziś więcej niż stabilność.

Irlandia wchodzi w ten projekt w momencie krytycznym, kiedy 1 lipca przejmie przewodnictwo w Radzie UE i stanie się gospodarzem politycznych negocjacji, które zdecydują o kształcie całego systemu cyfrowego euro. Minister stanu Robert Troy nie zostawia wątpliwości, twierdząc, że cyfrowe euro będzie jednym z priorytetów tej prezydencji. Z Dublina płynie też wyraźny sygnał do europejskich instytucji. Piero Cipollone mówi otwarcie, że Irlandia ma szansę poprowadzić kluczowe rozmowy między Komisją, Parlamentem a państwami członkowskimi. Innymi słowy: nie tylko wdroży projekt, ale pomoże go zdefiniować.

*

Nie wszystko jest jednak przesądzone, ponieważ Parlament Europejski wciąż musi przyjąć swoje stanowisko, a polityczna arytmetyka bywa kapryśna. 720 europosłów, różne interesy, różne lęki od prywatności po kontrolę państwa nad finansami obywateli. To wszystko oznacza, że nie będzie łatwego głosowania, lasu rąk i braku dyskusji. Jeśli jednak projekt przetrwa legislacyjne burze, pierwsze cyfrowe euro może trafić do elektronicznych portfeli około 2029 roku. Wtedy okaże się, czy był to krok w stronę większej wolności, czy tylko nowa forma starej zależności, presji i kontroli nad Europejczykami.

Bo pieniądz, nigdy nie jest tylko narzędziem płatniczym, jest językiem władzy, a europejska władza właśnie próbuje nauczyć się mówić nim na nowo, czy też w sposób, jaki pozwoli na pełną kontrolę nad każdym mieszkańcem Unii Europejskiej? Znając obecne tzw. unijne elity, tak właśnie będzie.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Paris Bilal on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version