Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Cła jak taran. Waszyngton podnosi stawkę w sporze z Europą

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Zapowiedź Donalda Trumpa o podniesieniu ceł na samochody z Unii Europejskiej do poziomu 25 proc. otwiera nowy rozdział napięcia w relacjach handlowych między tymi dużymi gospodarkami świata. W krótkim wpisie w mediach społecznościowych prezydent USA ogłosił decyzję, która ma wejść w życie w przyszłym tygodniu, uzasadniając ją zarzutem, że Bruksela nie przestrzega uzgodnionej umowy handlowej.

Ton komunikatu nie pozostawia miejsca na wątpliwości, a jest to ruch jednostronny, szybki i obliczony na efekt. Według słów prezydenta zasada jest prosta i produkcja europejskich aut w Stanach Zjednoczonych oznacza brak cła, a import z Europy wiąże się z cłami. W wypowiedzi dla reporterów w Białym Domu Donald Trump podkreślił, że wyższe stawki mają wymusić przyspieszenie przenoszenia produkcji przez europejskie koncerny na teren USA. W jego ujęciu decyzja przyniesie miliardy dolarów wpływów oraz wzmocni krajowy przemysł, który od lat znajduje się w centrum jego polityki gospodarczej.

Spór ma jednak tło wcześniejszych uzgodnień. W ubiegłym roku amerykańska administracja nałożyła 25-procentowe cła na import samochodów z całego świata, powołując się na ustawę o bezpieczeństwie narodowym. Następnie w sierpniu osiągnięto porozumienie z UE, które zakładało obniżenie ceł do poziomu 15 proc. netto. W zamian Europa miała znieść cła na amerykańskie towary przemysłowe, w tym samochody, oraz zaakceptować amerykańskie normy bezpieczeństwa i emisji. Proces wdrażania tych ustaleń wciąż trwa i nie został zakończony, co stało się jednym z głównych punktów spornych.

W Brukseli reakcja na tę zapowiedź była jednak ostra, a przewodniczący Komisji Handlu Zagranicznego Parlamentu Europejskiego Bernd Lange nazwał to działanie prezydenta USA niedopuszczalnym i podkreślił brak wiarygodności strony amerykańskiej. W jego ocenie decyzja wpisuje się w serię napięć, które podważają fundament współpracy transatlantyckiej. Zapowiedział, że Unia Europejska może odpowiedzieć w sposób jasny i stanowczy, wykorzystując siłę swojego rynku.

Z drugiej strony przedstawiciele administracji USA utrzymują, że Europa nie wywiązała się z umowy nawet po ośmiu miesiącach. Ten argument powraca jako uzasadnienie dla zaostrzenia kursu, które zmusić ma partnera gospodarczego do działania. W tle pojawiają się także sugestie, że decyzja może mieć szerszy kontekst polityczny, wykraczający poza handel.

Rynki finansowe zareagowały natychmiast i akcje Ford Motor Company spadły o 2 proc., Stellantis stracił 1,7 proc., a General Motors odnotował spadek o 1,1 proc. To sygnał niepewności, który pokazuje, że inwestorzy obawiają się konsekwencji eskalacji sporu.

Warto tu zaznaczyć, że decyzja Waszyngtonu stawia europejski przemysł motoryzacyjny w trudnej sytuacji. Wybór między przeniesieniem produkcji a utrzymaniem eksportu przy wyższych kosztach nie jest prosty. Jednocześnie napięcie polityczne rośnie, a perspektywa kompromisu wciąż się oddala, ponieważ europejskie firmy potrzebują na uruchomienie produkcji w USA, znacznie więcej czasu. Istotne jest też, że Bruksela wcześniej nie umiała stworzyć warunków, aby unijni producenci samochodów ten właśnie mieli, co skrzętnie wykorzystał teraz Donald Trump.

*

W tej historii stawką nie są tylko samochody, lecz zasady gry, które przez dekady kształtowały handel między Europą a Stanami Zjednoczonymi, a jak wiadomo, te przechodzą głębokie zmiany, więc Unia Europejska, o ile w ogóle jest w stanie, powinna także zmienić styl myślenia. Niestety widać, że proces ten zachodzi w formie szczątkowej, a nieudolność najwyższych władz UE, stała się ich znakiem rozpoznawczym.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Lenny Kuhne on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version