Okres poprzedzający Halloween od lat kojarzy się z atmosferą zabawy, przebierankami oraz wieczornymi ogniskami. Niestety pod osłoną jesiennej oprawy kryje się zjawisko, które z tradycją nie ma nic wspólnego, a z każdym rokiem przybiera coraz niebezpieczniejszą formę. Mowa o nielegalnym handlu wyrobami pirotechnicznymi.
Czarny rynek fajerwerków zalała fala materiałów wybuchowych o niespotykanej dotąd w cywilnym obrocie mocy. To, co w założeniu miało być widowiskowym pokazem światła, w rzeczywistości staje się bezwzględnym orężem, zagrażającym zdrowiu, życiu oraz spokojowi społecznemu. Skala problemu wykracza daleko poza drobne wybryki młodzieży. Z analiz służb ratunkowych i z policyjnych statystyk wyłania się obraz rosnącego zagrożenia, w którym głównymi ofiarami stają się najmłodsi oraz przypadkowi przechodnie. Wyroby importowane poza jakimkolwiek nadzorem, pozbawione norm bezpieczeństwa i produkowane bez kontroli jakości, trafiają bezpośrednio w ręce osób całkowicie nieprzygotowanych do ich obsługi. Konsekwencje tej ignorancji spływają na oddziały chirurgii rekonstrukcyjnej i traumatologii.
Tradycyjna pirotechnika, dopuszczona do obrotu komercyjnego, podlega rygorystycznym procedurom testowym. Zapewniają one przewidywalność czasu spalania lontu oraz kontrolowaną siłę eksplozji. Produkty krążące na czarnym rynku, sprowadzane głównie z Chin oraz Europy Wschodniej. Jak dodają specjaliści, w większości całkowicie przeczą tym standardom. W wielu przypadkach kontrola jakości po prostu nie istnieje. Lonty potrafią spalić się w ułamku sekundy od przyłożenia ognia, uwięziwszy użytkownika w strefie rażenia ładunku o sile porównywalnej do wojskowych materiałów wybuchowych.
Konstrukcja niektórych nielegalnych petard i rac przypomina miniaturowe pociski. Nieprzypadkowo w policyjnych raportach pojawiają się określenia takie jak „Ognisty Diabeł” czy „Płonący Smok”. Szybkość i nieprzewidywalność detonacji sprawiają, że odpalający nie ma najmniejszych szans na ucieczkę lub wyrzucenie ładunku z dłoni. Zamiast zapowiadanych efektów wizualnych pojawia się gwałtowny wzrost ciśnienia, fala uderzeniowa i wysoka temperatura, które dokonują druzgocących zniszczeń w tkankach ludzkiego ciała.
Rozmiary procederu potwierdzają liczby. Tylko w ciągu ostatniej dekady irlandzka policja skonfiskowała nielegalne materiały pirotechniczne o wartości sięgającej niemal 300 000 euro, przeprowadzając blisko 1300 operacji przejęcia ukrytych magazynów w ramach akcji „Tombola”. Mimo tak szeroko zakrojonych działań podaż wciąż rośnie, a nielegalne targowiska i kanały dystrybucji internetowej sprawnie dostarczają niebezpieczne towary kolejnym nabywcom.
Najbardziej wstrząsający wymiar używania nielegalnych fajerwerków ujawnia się w murach szpitali. Lekarze z oddziałów chirurgicznych i kliniki oparzeń Children’s Health Ireland w Crumlin alarmują, że okres jesienny przynosi drastyczny wzrost liczby nieletnich pacjentów. Zaledwie w ciągu jednego tygodnia w 2024 roku na ten konkretny oddział trafiło dziewięcioro dzieci z poważnymi obrażeniami ciała. Obraz kliniczny takich wypadków rzadko ogranicza się do niegroźnych powierzchownych oparzeń. Bardzo często mamy do czynienia z urazami, które drastycznie i nieodwracalnie zmieniają dalsze życie młodych ludzi.
Odnotowuje się przypadki głębokich oparzeń trzeciego stopnia obejmujących twarz, klatkę piersiową i dłonie, utratę wzroku w wyniku uderzenia odłamkiem, a także konieczność przeprowadzania natychmiastowej amputacji palców, całych lub części dłoni.
Spora część dzieci musi przechodzić skomplikowane i wieloetapowe operacje plastyczne oraz rekonstrukcyjne, by lekarze mogli przynajmniej częściowo przywrócić sprawność ruchową lub oszczędzić im widocznego oszpecenia.
Tragedia dotyka jednak nie tylko tych, którzy decydują się zapalić lont. Często ofiarami stają się osoby postronne, padające łupem bezmyślnych żartów lub po prostu znajdujące się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Historia młodej kobiety z Dublina, której do kaptura wrzucono odpalony fajerwerk, dobitnie pokazuje, że nielegalna pirotechnika w nieodpowiedzialnych rękach staje się narzędziem agresji bezpośredniej. Inny dramatyczny przypadek z Irlandii Północnej, gdzie młoda kobieta straciła kilka palców, zanim zdążyła odrzucić eksplodujący niespodziewanie ładunek, dowodzi, jak znikomy czas daje użytkownikowi wadliwy zapalnik.
Lekarze, widząc skala spustoszenia, nie mają wątpliwości – standardowe procedury to za mało. Coraz głośniej popierają inicjatywę wprowadzenia bezwzględnego obowiązku zgłaszania wszelkich obrażeń związanych z pirotechniką do centralnych rejestrów, co pozwoliłoby precyzyjniej monitorować to zjawisko i dostarczyć dowodów na potrzebę dalszego zaostrzania prawa.
Problem nie ogranicza się wyłącznie do samych petard. Tradycyjne halloweenowe ogniska organizowane w przestrzeni osiedli, stwarzają równorzędne zagrożenie dla zdrowia i życia. Problem potęguje fakt wrzucania do ognia niebezpiecznych przedmiotów, w tym nielegalnych materiałów wybuchowych, środków chemicznych czy pojemników pod ciśnieniem. Instynktowna chęć wywołania potężniejszego efektu wizualnego doprowadziła w tym miesiącu do tragedii w Cork, gdzie po wrzuceniu aerozolu do ogniska doszło do niekontrolowanej eksplozji. Nastolatek przebywający w pobliżu doznał poważnych oparzeń głowy.
Trzeba pamiętać, że wzrost temperatury w połączeniu ze szczelnie zamkniętym zbiornikiem tworzy siłę zdolną wyrzucić odłamki na odległość kilkudziesięciu metrów.
Dodatkowym, często lekceważonym ogniwem tego zagrożenia są tanie stroje i przebrania halloweenowe kupowane z niesprawdzonych źródeł. Wykonane z syntetycznych, łatwopalnych materiałów, pozbawione atestów i certyfikatów bezpieczeństwa, stanowią śmiertelną pułapkę. W kontakcie z iskrą z ogniska lub odpryskiem z petardy materiał potrafi zająć się ogniem w ułamku sekundy, topiąc się i przywierając bezpośrednio do skóry. Zwraca się również uwagę na ryzyko uduszenia związane z niespełniającymi norm maskami i innymi elementami ubioru.
Zjawisko powszechnego, niekontrolowanego używania materiałów wybuchowych ma szerokie konsekwencje dla całych społeczności. Szczególnie cierpią osoby starsze, samotne i schorowane, dla których głośne, niespodziewane detonacje stanowią źródło ogromnego stresu oraz poczucia zagrożenia we własnych domach. Równie mocno cierpią domowe i dzikie zwierzęta, bo nagły, intensywny hałas wywołuje u nich panikę, doprowadzając często do ucieczek, zranień, a w skrajnych przypadkach do zatrzymania akcji serca.
Przedstawiciele Gardy podkreślają z całą stanowczością, że obrót nielegalnymi materiałami zapalającymi jest przestępstwem, które będzie ścigane z pełną surowością prawa. Rzecznik policji odniósł się do sprawek handlarzy i użytkowników w jednoznacznych słowach: „Osoby próbujące czerpać zyski ze sprzedaży nielegalnych fajerwerków, poprzez oddawanie ich w ręce osób nieposiadających licencji na ich bezpieczne używanie, są aktywnie ścigane przez policję w całym kraju”.
Wymóg posiadania odpowiednich uprawnień nie jest tylko biurokratycznym wymogiem, lecz podstawowym bezpiecznikiem chroniącym społeczeństwo. Osoby sięgające po nielegalną pirotechnikę muszą mieć świadomość, że podejmują ryzyko, które może zniszczyć życie im lub osobom z ich najbliższego otoczenia. Jak celnie podsumował rzecznik policji: „Każdy, kto używa nielegalnych fajerwerków, naraża swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo innych. Te fajerwerki są nielegalne, stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego i mogą mieć katastrofalne skutki zdrowotne. Każdy, kto ich używa, jest głupcem, ponieważ naraża to na ryzyko jego zdrowia i bezpieczeństwa – nie wspominając o zdrowiu i bezpieczeństwie niewinnych ludzi wokół niego”.
Trudno o dobitniejszy komentarz. Chwilowa widowiskowość nie jest warta kalectwa, traumy dzieci ani spędzenia reszty życia w cieniu nieodwracalnych decyzji.
Bogdan Feręc
Źr. Independent


