Grudzień w wielu irlandzkich firmach od lat oznaczał jedno – Christmas Party. Świąteczne spotkania, restauracje, firmowe kolacje, muzyka, rozmowy przy drinku i okazja, by choć na kilka godzin zapomnieć o codziennych obowiązkach. Dla jednych była to długo wyczekiwana tradycja, dla innych raczej obowiązkowy punkt kalendarza, na którym wypadało się pojawić. Wygląda jednak na to, że ta wieloletnia praktyka może powoli tracić na znaczeniu. Powód jest dość prozaiczny, bo coraz większa ilość pracowników woli dostać 50 euro do wydania według własnego uznania, niż uczestniczyć w firmowym przyjęciu.
Z badania przeprowadzonego wśród 2000 pracowników wynika, że ponad połowa ankietowanych najchętniej otrzymałaby od pracodawcy bon zakupowy lub kartę podarunkową o wartości 50 euro. Taką odpowiedź wskazało 51 proc. respondentów. Dla porównania zaledwie 11 proc. wybrało tradycyjne przyjęcie świąteczne, a tylko 7 proc. chciałoby otrzymać zaproszenie na firmowy posiłek.
Te liczby są wymowne, ale jeszcze ciekawiej wygląda odpowiedź na pytanie o ewentualne zniesienie corocznych imprez. Prawie siedmiu na dziesięciu badanych byłoby zachwyconych lub przynajmniej zadowolonych, gdyby pracodawca zrezygnował z tradycyjnego spotkania i przeznaczył pieniądze na bony. Jedynie 6 proc. przyznało, że byłoby rozczarowanych taką decyzją.
Co ciekawe, pracownicy wskazali również inne rozwiązania, które mogłyby okazać się bardziej atrakcyjne niż wieczór w restauracji. Dodatkowe pół dnia płatnego urlopu wybrało 13 proc. respondentów. Jak widać, możliwość wcześniejszego zakończenia pracy i rozpoczęcia świątecznych przygotowań również ma swoją wartość. W czasach, kiedy codzienność wypełniają obowiązki zawodowe, zakupy, rachunki i domowe wydatki, kilka dodatkowych godzin wolnego może być cenniejsze niż firmowa kolacja. Nie oznacza to jednak, że pracownicy całkowicie stracili sympatię do świątecznych spotkań. Aż 56 proc. ankietowanych przyznało, że nadal lubi firmowe imprezy, tyle że wolałoby dysponować większymi środkami na własne wydatki. Ponad 80 proc. stwierdziło natomiast, że dodatkowy bonus finansowy zamiast przyjęcia miałby istotny wpływ na możliwość spędzenia Bożego Narodzenia.
Warto zauważyć, że również pracodawcy zaczynają dostrzegać zmianę oczekiwań. Spośród respondentów określających się jako szefowie, 65 proc. zadeklarowało, że rozważyłoby rezygnację z firmowej imprezy na rzecz bonów podarunkowych.
Alex Speed, przedstawiciel firmy zlecającej badanie, zwrócił uwagę, że miliony ludzi nadal chcą przeżyć magiczne Boże Narodzenie, ale coraz trudniej jest im sobie na nie pozwolić. Rosnące koszty energii, paliwa i żywności sprawiają, że świąteczny budżet staje się coraz większym wyzwaniem. I trudno się temu dziwić. W Irlandii, gdzie koszty życia od dawna mocno obciążają domowe finanse, dodatkowe 50 euro nie jest może fortuną, ale może pokryć koszt części zakupów, rachunek za energię albo kilka produktów potrzebnych na świąteczny stół. Dla rodziny liczącej każde euro, ma to zdecydowanie większe znaczenie, niż kolejny wieczór spędzony przy firmowym stole.
Być może więc Christmas Party nie zniknie całkowicie, ale jego dotychczasowa formuła będzie stopniowo ustępować bardziej praktycznym rozwiązaniom. Trudno zresztą oczekiwać, by pracownik, który zastanawia się, jak sfinansować święta, z równym entuzjazmem przyjmował zaproszenie na kolację, co dodatkowe pieniądze do wykorzystania w sklepie. Świąteczna integracja ma swoją wartość, ale nie zastąpi bezpieczeństwa finansowego. A tegoroczne wyniki badania pokazują coś jeszcze, bo w czasach drożyzny pracownicy coraz wyraźniej mówią pracodawcom, że najlepszym prezentem niekoniecznie musi być kolejny firmowy toast. Czasem znacznie bardziej docenia się prezent, który można zabrać do domu i rzeczywiście z niego skorzystać.
Bogdan Feręc
Źr. The Mirror


