Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Chmury, kawa i Netflix. Aer Lingus podłącza niebo do internetu

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jeszcze niedawno lot samolotem był jak małe odcięcie od świata, kilka godzin ciszy, książka, może film z pokładowego systemu i ten znajomy komunikat: „prosimy przełączyć urządzenia w tryb samolotowy”. Dziś ten rytuał zaczyna odchodzić do lamusa, bo Aer Lingus postanowił zrobić coś, co jeszcze dekadę temu brzmiałoby jak science fiction, czyli wpuścić do samolotu internet szybki jak w domu, a czasem nawet szybszy.

Przewoźnik ogłosił współpracę z Elonem Muskiem i jego systemem Starlink, czyli satelitarną siecią, która już teraz oplata planetę jak pajęczyna zbudowana z technologii i ambicji. Pierwszy test odbył się bez wielkich fanfar, ale z dużym znaczeniem, że pasażerowie niedzielnego porannego lotu z Dublina do Nowego Jorku jako pierwsi mogli sprawdzić, jak smakuje internet na wysokości kilku tysięcy metrów. Wygląda też na to, że smakuje jak domowe Wi-Fi, tylko z lepszym widokiem za oknem, a plan jest prosty, choć ambitny i do 2027 roku Starlink ma zostać zainstalowany we wszystkich samolotach dalekodystansowych Aer Lingus. Co więcej, technologia trafi także na trasy krótkodystansowe, z wyjątkiem mniejszych maszyn regionalnych. Krótko mówiąc, jeśli lecisz dalej niż po kawę do sąsiada, istnieje spora szansa, że będziesz online.

Szefowa linii Lynne Embleton nazywa to wprost „zmianą zasad gry”. Trudno się dziwić, ponieważ możliwość przeglądania internetu, oglądania seriali czy pracy w chmurze podczas lotu brzmi jak oczywistość w 2026 roku, ale w praktyce wciąż była luksusem albo doświadczeniem tak niestabilnym, jak pogoda nad Atlantykiem. Teraz ma być inaczej, więc szybciej, płynniej i bez tej frustracji, gdy film zatrzymuje się akurat w kluczowym momencie.

Nie chodzi zresztą tylko o pasażerów, a o lepszą łączność, bo to także sprawniejsze działanie załogi i całej operacji. Samolot przestaje być odciętą kapsułą, a zaczyna przypominać latające biuro, salon i kino w jednym. Trochę futurystyczne, trochę niepokojąco wygodne, choć można zapytać, gdzie właściwie kończy się podróż, skoro jesteśmy cały czas „podłączeni”?

W tle tej technologicznej ofensywy pojawia się też odrobina lotniczego folkloru. Szef Ryanaira Michael O’Leary zdążył już wcześniej pokłócić się z Muskiem o sens instalowania Starlinka w swoich samolotach. Stwierdził, że rozważy temat, jeśli miliarder dorzuci 250 milionów euro na paliwo. Musk odpowiedział w swoim stylu, rzucając w jego stronę kilka mało eleganckich epitetów i pół żartem, pół serio sugerując zakup linii lotniczej. Jak widać, nawet na wysokości przelotowej ego potrafi latać wyżej niż samoloty.

Aer Lingus gra jednak swoją melodię spokojniej, bardziej konsekwentnie i w roku, w którym linia obchodzi 90-lecie istnienia, Starlink staje się symbolem tego, jak bardzo zmieniło się latanie. Kiedyś luksusem była sama podróż przez ocean. Dziś staje się to, że możesz podczas niej obejrzeć cały sezon serialu, odpisać na maile i jeszcze sprawdzić pogodę w miejscu, do którego dopiero zmierzasz.

Niebo przestaje być więc granicą, a staje się kolejną strefą zasięgu.

Bogdan Feręc

Źr. Breaking News

Photo by Stroopsniper Lenn on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version