Chcieć to móc

Dawno, dawno temu, gdzieś z fal Atlantyku wyłoniła się niewielka wyspa, a tę nazwano Irlandią.

 

Wyspa się rozwijała, trapiły ją też problemy, a i najazdy sąsiadów, ale przetrwała trudny dla siebie okres, aż nadszedł ten jeden z najgorszych, czyli ministrem budownictwa został Eoghan Murphy. Z tym kraj może sobie nie poradzić, bo ów wtłaczając w wyspę swoje wizje budownictwa, jednocześnie wpędza kraj w większe problemy.

Pan minister może i nie ma sobie nic do zarzucenia, bo przecież pracuje, a i zgłasza, co kilka miesięcy nowe pomysły na rozwiązanie problemów kwaterunkowych, ale te raczej niewiele są warte, bo efekty mizerne, a ponad 10.000 bezdomnych jak było, tak jest, a i ceny domów oraz czynsze rosną, jak rosły.

Tu jednak przychodzi pewna refleksja, a tę posiadłem na podstawie obserwacji pewnej budowy, pewnego osiedla, w pewnym mieście. Miasto nie jest duże, ale czwarte pod względem wielkości w kraju, czyli chodzi ni mniej, ni więcej o Galway.

Na osiedlu, na którym mieszkam, znajdował się jeszcze niedawno teren, a ten przez lata zaniedbany, zarósł krzaczaście, a i stał się miejscem porzucania śmieci przez okolicznych mieszkańców.

Trzy miesiące temu okazało się, że na teren przybył ciężki sprzęt i krzaki wyciął, a następnie mieląc, pozbył się roślinności w sposób szybki. Wtedy nic nie zwiastowało wydarzeń dnia następnego, w którym pojawiła się ekipa rosłych mężczyzn, a ci ogrodzili teren płotem metalowym.

To był wstęp, bo po ukończeniu przez nich prac, kolejny dzień to ruch i krzątanina, gdyż na miejsce przybył sprzęt budowlany, w tym spychacz, koparki i niewielki dźwig. Spychacz wyrównał teren, koparki wykopały dziury, a dźwig zdejmował z ciężarówek materiały budowlane, rury i przewody elektryczne.

Wtedy stało się jasne, że w tym miejscu powstanie jakaś budowla, chociaż nadal owiana tajemnicą.

Po kilku dniach całe osiedle już wiedziało, że wybudowanych zostanie w tym miejscu kilkadziesiąt domów, bo wskazywały na to czynione przygotowania, a i osiedlowi donosiciele przeprowadzili wywiady z robotnikami.

Prace się toczyły, fachowcy uwijali i już po dwóch miesiącach, postawiono 12 domów, do których weszli monterzy.

Zaskoczeniem był miesiąc trzeci budowy, bo gotowe były już uliczki dojazdowe, a i wnętrza domów, co wskazuje, że wkrótce zjawią się tam nowi lokatorzy.

Tu właśnie pojawia się moje pytanie retoryczne, bo skoro prywatna firma może wybudować niewielkie osiedle w trzy miesiące, to dlaczego nie może tego zrobić firma działająca na zlecenie rządu?

Jest też w Galway kolejne osiedle, a na tym powstają domy rządowe, dodam, że z wielkiej płyty, a przynajmniej średniej, ale tam prace ślimaczą się od wiosny i ich końca nie widać, bo te kilka domów, nadal jest w stanie surowym, a i robotników nie uświadczysz po 16:00, czyli może do końca roku oddadzą do użytku któryś z niewielkich apartamentowców, ale pewności nie ma.

Prace nie zostały ukończone, bo druga część osiedla powstaje nadal, a przyznać trzeba, że dzieje się to znacznie szybciej, bo osiem domów w ich podstawowej bryle z dachem, powstało w dwa tygodnie.

Prace przy moim domu prowadzone są inaczej, bo od 7 rano zaczyna się stukanie młotkami, a trwa to nieraz do 9 wieczorem, przez 6 dni w tygodniu.

Bogdan Feręc

Podziel się:

Powstrzymać łysien
Leo Varadkar na Prid
ArabicChinese (Traditional)EnglishFrenchIrishPolishRussianSpanish
ArabicChinese (Traditional)EnglishFrenchIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn