Chcę być eko, ale przepisy bronią

Nasila się w Irlandii walka z plastikiem i to na różnych frontach, ale kłody, jakie rzuca się nam pod nogi, nie ułatwiają życia, więc i uwolnienia od plastiku naszych domostw.

Część naszych małych domowych bojów z plastikiem mogłaby stać się łatwiejsza, ale na tym polu nadal wygrywają detaliści i przepisy irlandzko-unijne. Jeżeli przyjrzymy się sklepom, to naszym oczom ukazują się kolorowe opakowania, a te w 99 procent przypadków wykonane są z folii, co nawiasem mówiąc, zgodne jest z przepisami o bezpieczeństwie żywności.

Teoretycznie tak, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby dać nam wybór i artykuły spożywcze, sprzedawać luzem, co oznacza na wagę, a mówiąc po łódzku, tytce, czyli papierowej torebce.

Takich rzeczy właściwie nie można uświadczyć w Irlandii, chociaż ułudę ekologiczności i trendy noszące znamiona rezygnacji z plastiku dają nam sieci handlowe, bo jak szumnie zapowiedziały, część artykułów będzie w opakowaniach nadających się do recyklingu. Samo pojęcie recykling jest użyte trochę dla zmylenia przeciwnika, czyli klienta, bo tak dzieje się już teraz, gdyż nawet „stare” plastikowe opakowania do tego się nadają, więc nic się nie zmieniło. Jednakowoż pewne aspekty w handlu detalicznym uległy zmianie, więc zamiast plastikowych mamy papierowe tacki, ale żeby nie było tak łatwo, podstawka z np. owocem, nadal szczelnie owinięta jest plastikiem.

Nie można ukrywać, że walka z plastikiem będzie łatwa i stanie się wygraną od razu, bo trafimy prawdopodobnie na opór sprzedawców, którym wzrosną koszta prowadzenia działalności. Ci, jeżeli zrezygnują z opakowań jednostkowych i przejdą znaną z dawnych lat na obsługę klienta w formule sprzedawca-klient, będą zmuszeni zatrudnić większą ilość pracowników, by te wszystkie jabłka i ziemniaki pakowali.

To jednak w pewien sposób będzie też dobrym rozwiązaniem, bo zmniejszamy kolejny raz bezrobocie, a i dajemy możliwość bezpośredniego kontaktu ze sprzedawcą, który przestaje być anonimowym kasjerem zliczającym wartość zakupów. W Irlandii są jeszcze enklawy handlu w starej formie i są to przede wszystkim małe sklepy rodzinne i z towarami pochodzącymi z Polski, ale to przecież na całej irlandzkiej mapie sprzedaży detalicznej, wyjątki.

Niestety zarówno handel, jak i przepisy, uregulowały właściwości opakowań, w jakich nabyć możemy dowolny artykuł spożywczy, więc odebrano nam możliwość dokonania wyboru, najczęściej w imię ochrony naszego zdrowia.

W pewien sposób można się nawet z tym zgodzić, bo to bezpieczniejsze, a można czystsze rozwiązanie, ale ustawodawcy, do których teraz się zwracam, dajcie mi wybór, nie ograniczajcie moich praw, jako konsumenta. To w końcu ja płacę i ja chciałbym, aby sprzedawczyni lub sprzedawca, nałożył mi niedomytą ręką wołowinę odkrojoną z dużego kawałka, a nie podawał zapakowaną w opakowaniu hermetycznym, domykanym w atmosferze ochronnej, czy gazie obojętnym. Mnie ten gaz nie jest obojętny, więc chcę mięsa na wagę.

Skoro już jesteśmy przy mięsie, to rozwiązać można w sposób natychmiastowy jego tzw. nadprodukcję, ale nadprodukcję sztuczną. Gdyby jakimś cudem, powrócić do starych metod chowu zwierząt mięsnych, a i produkować z nich wyroby metodami dawnymi, bardzo szybko okaże się, że mięsa na świecie najzwyczajniej brakuje, więc należy rozwijać hodowlę świń, krów i kurczaków. Obecnie przemysłowe procesy produkcji mięsa, proces tuczenia skróciły do absolutnego minimum, a i późniejszy proces wytwórczy, zastąpiono doświadczeniami z pogranicza czarnej magii. Jako człowiek doskonale znający procesy produkcji wędlin, pamiętam nadal, że z jednego kilograma mięsa, uzyskiwało się 80 dkg czystego wyrobu, przynajmniej przy wędlinach typu szynka, polędwica. Z kiełbasami było trochę inaczej, ale nadal nie było można uzyskać dwóch, czy więcej kilogramów z jednego.

Pamiętam niedawną moją wizytę w jednym ze sklepów branży spożywczo-mięsnej, a ten odwiedziłem z koleżanką, która ma fantazję być wegetarianką, więc mięsa nie jada. Nasza podróż przez sklepowe trzewia doprowadziła nas do lady z wędlinami, gdzie wypatrzyłem parówki, a i przejrzałem etykietę, bo to doskonała pomoc naukowa dla domorosłych chemików. Otóż w chwilę po przeczytaniu opisu produktu, zaproponowałem koleżance wegetariance ów produkt, bo ilość w nim mięsa była nikła, więc spokojnie mogłaby spożyć.

Niestety moja propozycja nie zyskała uznania, ale nie poprzestanę na tym i nadal będę dla niej poszukiwał wyrobów mięsnych bez mięsa.

Wracając jednak do clou tematu, czyli plastiku, bój będzie przez Irlandię przegrany, o ile nie wprowadzi i to natychmiast, opakowań, które wyprodukowane zostały z papieru lub innej substancji, która rozkłada się w krótkim czasie.

Tu dochodzimy do kolejnego rozwiązania, rodem z naszej pięknej ojczyzny, czyli talerzy, kubków i sztućców, które produkowane są z płatków owsianych, więc w pełni ekologiczne i same rozkładają się po 30 dniach od użycia.

Takich właśnie rozwiązań oczekuję w Irlandii, chociaż plastik jest wygodny, lekki i tani, a i gotów też jestem, zapłacić za opakowanie więcej, jeżeli tylko w taki sposób wpłynę na ochronę środowiska.

Bogdan Feręc

Podziel się:

ArabicChinese (Traditional)EnglishFrenchIrishPolishRussianSpanish
ArabicChinese (Traditional)EnglishFrenchIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn