Rosnące ceny paliw w Irlandii znów znalazły się w centrum publicznej debaty, jednak według wicepremiera Simona Harrisa wskazywanie na wydarzenia w Zatoce Perskiej jako głównego winowajcy nie wyjaśnia wszystkiego. Jak stwierdził polityk, nie można „obwiniać Iranu ani tego, co dzieje się w Zatoce Perskiej” za znaczące różnice w cenach paliwa obserwowane na irlandzkich stacjach benzynowych.
Harris zwrócił uwagę na sytuacje, w których ceny benzyny i oleju napędowego potrafią znacząco różnić się nawet między stacjami oddalonymi od siebie o zaledwie kilka kilometrów. Jego zdaniem takie dysproporcje trudno tłumaczyć wyłącznie wydarzeniami globalnymi lub napięciami geopolitycznymi. W rozmowie z dziennikarzami w Paryżu wicepremier przyznał, że wahania cen ropy naftowej mogą wpływać na koszty paliwa. Jak podkreślił, zmiany wynikające z relacji podaży i popytu są zjawiskiem naturalnym na światowych rynkach. Jednocześnie zaznaczył, że pojawiające się w Irlandii „bardzo osobliwe anomalie cenowe” budzą uzasadnione pytania.
Jak powiedział, wielu kierowców widziało sytuacje, w których cena paliwa na jednej stacji przekraczała dwa euro za litr, podczas gdy w niedalekiej odległości paliwo było wyraźnie tańsze. Zdaniem Harrisa takie różnice nie mogą być automatycznie tłumaczone wydarzeniami na Bliskim Wschodzie.
Wicepremier zachęcił obywateli, aby zgłaszali przypadki podejrzanych różnic cenowych do irlandzkiej Komisji Ochrony Konkurencji i Konsumentów (CCPC), która prowadzi analizę działań sprzedawców paliw. Organ ten ma sprawdzić, czy w sektorze nie dochodzi do praktyk, które mogłyby szkodzić konsumentom. Jednocześnie Harris przyznał, że rozwój sytuacji geopolitycznej pozostaje ważnym czynnikiem wpływającym na światowe ceny energii. Podkreślił, że po gwałtownym wzroście cen ropy nastąpił również wyraźny spadek, co pokazuje, jak zmienna jest obecna sytuacja. W jego ocenie na rynki wpłynęły między innymi sygnały ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa sugerujące możliwość szybkiego zakończenia konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Jak zaznaczył wicepremier, dalszy rozwój wydarzeń będzie miał kluczowe znaczenie dla gospodarki. Jeśli napięcia w regionie szybko się zmniejszą, może to stosunkowo szybko przełożyć się na spadek cen ropy na światowych rynkach. Jeśli jednak konflikt będzie się przedłużał, skutki gospodarcze mogą okazać się znacznie poważniejsze.
Zapytany o możliwość wprowadzenia limitów cen paliw, podobnych do rozwiązań stosowanych np. na Chorwacji, minister finansów wskazał, że różne państwa europejskie wybierają odmienne strategie reagowania na kryzysy energetyczne. Irlandzki rząd, jak podkreślił, stale monitoruje sytuację i analizuje możliwe działania. Harris zwrócił również uwagę na szerszy kontekst europejski. Jego zdaniem obecna sytuacja pokazuje, jak duża pozostaje zależność Europy od zewnętrznych źródeł energii. Wicepremier uznał to za kolejny sygnał ostrzegawczy wskazujący na pilną potrzebę zwiększenia niezależności energetycznej Unii Europejskiej.
Jednocześnie podkreślił, że UE powinna utrzymać twarde stanowisko wobec Rosji i nie dopuścić do sytuacji, w której Moskwa mogłaby czerpać korzyści finansowe z obecnych napięć energetycznych. Jak stwierdził, pozwolenie na to, by Rosja skorzystała gospodarczo na konflikcie w regionie Zatoki Perskiej, byłoby, w jego słowach, „całkowicie nikczemne”.
***
Na razie rząd w Dublinie zapewnia, że uważnie obserwuje zarówno rozwój sytuacji geopolitycznej, jak i mechanizmy kształtujące ceny paliw w kraju. Jednocześnie wicepremier podkreśla, że choć wydarzenia na Bliskim Wschodzie wpływają na globalny rynek energii, to nie tłumaczą wszystkich różnic, jakie irlandzcy kierowcy widzą codziennie na stacjach benzynowych. Czyli wychodzi na to, że wcześniej gabinet nie wiedział, co się dzieje w kraju w tym zakresie, a to oznacza, że bardziej zajęty był sobą, niż tą częścią gospodarki.
Bogdan Feręc
Źr. PA/Breaking News
Photo by Wesley Tingey on Unsplash

