Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Cena dachu nad głową. Dlaczego trzeba pracować dwa razy dłużej na dom

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Marzenie o własnych czterech ścianach w Irlandii staje się powoli luksusem dostępnym dla nielicznych, a droga do jego realizacji wydłużyła się w sposób, który jeszcze kilka dekad temu byłby nie do pomyślenia. Siła nabywcza mieszkańców Zielonej Wyspy w odniesieniu do rynku nieruchomości drastycznie osłabła.

Pokolenie dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków musi mierzyć się z rzeczywistością, w której praca na pełen etat przestała gwarantować stabilizację mieszkaniową. Aby zrozumieć skalę tego kryzysu, wystarczy cofnąć się o niespełna trzydzieści lat i przyjrzeć twardym danym ekonomicznym, które pokazują, jak głęboka przepaść wyrosła między zarobkami a cenami domów.

W połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W 1995 roku przeciętny dom w Irlandii kosztował niecałe 89 tysięcy euro. W tym samym czasie średnie roczne wynagrodzenie w sektorze przemysłowym i budowlanym oscylowało wokół 17 tysięcy euro. Oznaczało to, że wartość nieruchomości stanowiła równowartość mniej więcej pięciokrotności rocznych zarobków. Kupno lokalu, choć wymagało oszczędności, pozostawało w zasięgu przeciętnego pracownika.

Współczesność przyniosła jednak bolesne zderzenie z rynkiem. Według oficjalnych danych Central Statistics Office, koszt zakupu domu w Dublinie osiągnął kwotę niemal dziesięciokrotnie przekraczającą medianę rocznych zarobków. Choć w ciągu ostatnich trzech dekad mediana zarobków w stolicy wzrosła niecałe trzy razy, osiągając poziom niespełna 50 tysięcy euro, to w tym samym okresie ceny nieruchomości poszybowały w górę aż pięciokrotnie, osiągając astronomiczną medianę 472 tysięcy euro.

Eksperci zwracają uwagę, że te i tak alarmujące statystyki mogą nie oddawać w pełni powagi sytuacji przeciętnego obywatela. Doktor Rachel Slaymaker – ekonomistka i badaczka rynku mieszkaniowego w ESRI, zauważa, że dane dotyczące średniej siły nabywczej w Dublinie są mocno zawyżane przez ogromne zarobki wąskiej grupy specjalistów zatrudnionych w sektorach nowoczesnych technologii oraz finansów. Dla standardowych gospodarstw domowych barierą nie do przebicia stają się koszty utrzymania. Wysoki czynsz na rynku najmu działa więc jak pułapka, która skutecznie uniemożliwia odłożenie jakichkolwiek środków na wymagany wkład własny, co z kolei skazuje tysiące ludzi na permanentną zależność od właścicieli mieszkań.

Irlandzki kryzys, choć dotkliwy, nie jest odosobnionym przypadkiem na mapie Europy, ale wypada blado na tle niektórych sąsiadów. Na Starym Kontynencie znajdziemy stolice, gdzie sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Z raportów wynika, że najmniej przystępnymi cenowo miastami są Amsterdam, Ateny oraz Praga. W stolicy Holandii zakup nieruchomości wymaga wyłożenia ponad piętnastokrotności rocznego wynagrodzenia brutto, a ceny za metr kwadratowy nowego lokalu dochodzą tam do 10 tysięcy euro.

Podobny wskaźnik notują Ateny oraz Praga, gdzie drastyczny wzrost cen wywołany został napływem zagranicznych inwestorów przy jednoczesnej, skrajnie niskiej podaży nowych projektów deweloperskich. Co ciekawe, w Pradze metr kwadratowy mieszkania kosztuje już prawie 6 tysięcy euro, czyli niemal tyle samo co w Dublinie, mimo że czeskie pensje są znacznie niższe, a sytuację kupujących pogarszają wysokie stopy procentowe.

Problem drożyzny i niedostępności kredytów mocno uderza także w Europę Środkowo-Wschodnią, w tym w Polskę, gdzie koszty pożyczek hipotecznych sięgają nawet 8 procent. W Warszawie ceny mieszkań wzrosły w ciągu roku o jedną piątą, przez co zakup średniej wielkości lokalu o powierzchni 73 metrów kwadratowych wymaga, podobnie jak w Dublinie, pracy przez pełną dekadę, przy założeniu, że odkłada się całą pensję.

Na drugim biegunie dostępności znajdują się natomiast takie miasta jak Turyn czy Zagrzeb, gdzie na własny kąt wystarczy przeznaczyć od pięciu do siedmiu rocznych pensji. Zaskakująco dobrze wypada również Bruksela, gdzie ceny metra kwadratowego są o jedną czwartą niższe niż w stolicy Irlandii, co sprawia, że nowe mieszkanie można tam nabyć za równowartość siedmioletnich zarobków.

Irlandia próbuje walczyć z deficytem i w ostatnich miesiącach stała się nawet europejskim liderem pod względem liczby oddawanych nowych lokali w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców. To jednak wciąż kropla w morzu potrzeb, ponieważ ogólny irlandzki zasób mieszkaniowy pozostaje jednym z najniższych w całej Unii Europejskiej. Sama budowa domów to zresztą za mało, co doskonale pokazuje przykład Danii. W Kopenhadze ceny nieruchomości również osiągają rekordowe poziomy, a zakup lokalu to wydatek rzędu dziewięciokrotności rocznej pensji. Kluczowa różnica polega jednak na kulturze mieszkaniowej i dojrzałości tamtejszego rynku.

Jak wyjaśnia główny ekonomista duńskiego think tanku Boligøkonomisk Videncenter Mark Lund Andersen Duńczycy nie odczuwają tak silnej presji na zakup własnościowy, ponieważ mają alternatywę w postaci doskonale rozwiniętego systemu mieszkań socjalnych o bardzo wysokim standardzie. W Kopenhadze mieszkania własnościowe stanowią zaledwie jedną piątą rynku, podczas gdy w Dublinie aż połowa nieruchomości należy do osób prywatnych. Irlandia od zawsze była społeczeństwem zakorzenionym w idei bezwzględnej własności, co przy słabo rozwiniętym i niestabilnym sektorze najmu generuje gigantyczny stres społeczny.

Brak poczucia bezpieczeństwa staje się powoli znakiem rozpoznawczym irlandzkiego rynku. Badania agencji Eurofound pokazują, że aż 17 procent mieszkańców Irlandii żyje w ciągłej niepewności mieszkaniowej, obawiając się, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy będą musieli opuścić swój dom z powodów finansowych. To wynik znacznie gorszy niż w Niemczech, Austrii czy wspomnianej Danii. Droga do własnego domu w Irlandii stała się obecnie nie tylko dłuższa pod względem liczby przepracowanych lat, ale też znacznie bardziej wyboista, zmuszając całe pokolenie do przewartościowania swoich planów życiowych i zadania pytania, czy stabilizacja na Zielonej Wyspie jest jeszcze w ogóle możliwa.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Ousseynou Cissé on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version