Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Cena czystości na dnie śmietnika. Jak pogoń za kaucją kosztuje Dublin miliony

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wprowadzony z wielkimi nadziejami ogólnokrajowy program kaucyjny Re-turn miał być ekologicznym skokiem w cywilizacyjną nowoczesność. Tymczasem dla stolicy Irlandii stał się finansowym i logistycznym koszmarem. Zamiast porządku i segregacji, ulice Dublina zalała fala brudu, a budżet miasta krwawi na niespotykaną dotąd skalę.

Oficjalne dane Rady Miasta Dublin (DCC) obnażają pewną prawdę, że system, który w teorii miał promować recykling, w praktyce zrodził nową formę ulicznej anarchii, za którą podatnicy płacą setki milionów euro.

Skala strat finansowych, jakie poniosło miasto w ubiegłym roku przez proceder „poszukiwaczy” kaucji, poraża i domaga się natychmiastowych, radykalnych działań. Kwota ponad 500 milionów euro, jaką Rada Miasta Dublin musiała wyłożyć na likwidowanie skutków plądrowania publicznych koszy, to absurdalny koszt uboczny proekologicznej reformy. Ludzie polujący na plastikowe butelki i aluminiowe puszki, masowo dewastują miejską infrastrukturę i rozrzucają odpady na chodniki.

Do tej astronomicznej sumy należy doliczyć kolejne 100 000 euro, które urzędnicy wydali na samą tylko wymianę zamków w ulicznych śmietnikach – zamków, które są nagminnie niszczone przez zdeterminowanych zbieraczy. To jawne marnotrawstwo publicznych pieniędzy na łatanie dziur w systemie, który od początku nie został zabezpieczony przed wandalizmem.

Kryzys uderza z pełną siłą w logistykę oczyszczania miasta i Wydział Gospodarki Odpadami DCC informuje z pełną szczerością o paraliżu operacyjnym, bo ekipy porządkowe zamiast realizować harmonogram, muszą wielokrotnie wracać w te same, posprzątane już miejsca, by usuwać sterty śmieci wyrzuconych z kontenerów na ulice. W każdym 24-godzinnym cyklu pracy personelu sprzątającego aż trzy godziny są bezpowrotnie tracone na walkę ze skutkami tzw. zakłóceń w dostawie śmieci. Oznacza to, że przez jedną ósmą dnia pracy miejskie służby zajmują się wyłącznie sprzątaniem po ludziach, którzy rozbili miejski śmietnik dla kilku euro zysku. To ewidentna porażka organizacyjna, która degraduje estetykę i poziom sanitarny centrum Dublina.

Choć firma Re-turn i urzędnicy miejscy próbują ratować twarz, zasłaniając się statystykami o wzroście poziomu recyklingu w skali kraju, rzeczywistość miejska weryfikuje ten optymizm z całą surowością. Poważne wyzwania operacyjne, o których wspomina Rada, to eufemizm na określenie kapitulacji przed chaosem w sercu stolicy.

Zapowiadana współpraca nad „praktycznymi rozwiązaniami” między firmą zarządzającą systemem a władzami Dublina musi przestać być pustym, korporacyjnym frazesem. Bez wprowadzenia monitoringu, bezkompromisowego karania wandalizmu oraz przeprojektowania miejskich koszy tak, aby uniemożliwić ich bezkarne plądrowanie, stolica Irlandii utonie w śmieciach i długach. Ekologia nie może być usprawiedliwieniem dla demontażu porządku publicznego.

*

Już mną zatrzęsło, jak usłyszałem słowa o monitoringu koszy na śmieci. To jest właśnie marnotrawstwo pieniędzy, a jako przeciwnik rozwiązań nadzorujących na każdym kroku, śmiem twierdzić, że system nadzoru śmietników, stać się może wejściem na kolejny poziom inwigilacji społeczeństwa. Tak na marginesie, co nie jest opinią z mojej strony nową, zauważcie, co tak naprawdę stanowi większość naszych śmieci. Te wszystkie ekologiczne hasła, że plastik obecny jest na każdym kroku, są przecież wygłaszane w jednym celu, aby wywołać w nas poczucie winy. To teraz odejdźcie od komputerów, laptopów albo odłóżcie telefon i wstańcie z kanapy, podejdźcie do swoich domowych śmietników i spójrzcie…

Który z koszy wypełnia się najszybciej? U mnie w domu ten na odpady przeznaczone do recyklingu, a nie chodzę po mieście i nie zbieram ich, aby cokolwiek wrzucić do swojego prywatnego pojemnika w kolorze „blu”. Robię zwykłe zakupy, które w 90 proc. szczelnie opatulone są właśnie w tworzywa sztuczne, choć sprzedawcy i producenci starają się nam wmówić, że oni to są teraz z ekologią na poziomie wysokim.

Zrobili cienkie butelki, żeby nie można było ich porządnie uchwycić, bo wyginają się od samego patrzenia, a i mięso i owoce pakują w cieńszy, choć nadal plastik. Reasumując, zmiany nie widzę, więc przestańcie oszukiwać społeczeństwo, że ten lub ów supermarket jest eko.

Idę jednak w kierunku słów Rady Miasta Dublina, cóż, może to specyfika stolicy, bo w Galway nie widziałem obrazków, jakie opisywane są przez urzędników. Stolica zachodniego wybrzeża nie charakteryzuje się rozwalonymi śmieciami wokół miejskich pojemników na odpady, czyli będę wysnuwał wniosek. Tym samym albo kosze na śmieci w Dublinie opróżniane są zbyt rzadko i stają się przepełnione, a to prowadzi do rozsypywania się śmieci wokół nich, albo…

Galway uznawane jest przecież za irlandzką stolicę kultury, więc i poszukiwacze butelek tę posiedli w stopniu wysokim, więc najpierw wygrzebią, a później posprzątają.

Bogdan Feręc

Źr. Breaking News

Fot. CC Leimanbhradain

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version