Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Butelki, kaucja i klucze do koszy, czyli dubliński syf

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Zjawisko obserwowane jest w całym kraju i przy ulicznych koszach na śmieci coraz częściej pojawiają się osoby, które wyposażone są w specjalne klucze, by otwierać zamykane pojemniki, co pozwala im wydobyć z nich butelki i puszki objęte systemem zwrotu kaucji. Dla jednych to problem porządku publicznego, dla innych widoczny objaw ubóstwa, a dla firmy odpowiedzialnej za system kaucyjny, rosnące źródło napięć wokół rozwiązania, które miało być wyłącznie ekologicznym sukcesem.

Sprawa nabrała rozgłosu po wypowiedziach dyrektora generalnego Rady Miasta Dublina Richarda Shakespeare’a, który w rozmowie z Irish Independent oraz na antenie stacji RTÉ mówił on wprost o „niezamierzonych konsekwencjach” wprowadzenia systemu. Według władz miasta osoby zbierające opakowania regularnie opróżniają kosze w poszukiwaniu butelek i puszek, co generuje dodatkowe koszty sprzątania, a szacowane na od 500 tys. do nawet 1 mln euro rocznie.

Shakespeare opisywał sytuacje obserwowane niemal codziennie, szczególnie na trasie od Wood Quay przez Mansion House po South Great George’s Street. Kosze są wyciągane, całkowicie opróżniane, a następnie porzucane po wybraniu jedynie tych elementów, które mają wartość kaucji. W odpowiedzi miasto zaczęło montować nowe zamki w pojemnikach, by ograniczyć dostęp do ich zawartości.

Jednocześnie sam szef administracji miejskiej zaznaczał, że nie powinno być tak, iż „najbardziej bezbronni obywatele muszą ganiać za butelkami i puszkami”, by w ten sposób zdobywać środki do życia. To zdanie dobrze oddaje dwuznaczność całego sporu, ponieważ problem porządku i kosztów ściera się tu z realiami ubóstwa.

Na te wypowiedzi ostro zareagowała radna Partii Zielonych Janet Horner, określając je jako „naprawdę rozczarowujące”. Przyznała, że zjawisko grzebania w śmietnikach istnieje, ale podkreśliła, że niesprawiedliwe jest obarczanie winą osób bezbronnych. Jej zdaniem miasto dysponuje pełnym obrazem działań, które mogą poprawić czystość ulic, bez stygmatyzowania ludzi walczących o przetrwanie.

W centrum całej dyskusji znajduje się firma Re-turn, odpowiedzialna za funkcjonowanie systemu zwrotu kaucji. W wydanym oświadczeniu spółka zadeklarowała gotowość do współpracy z Radą Miasta Dublina oraz innymi samorządami. Podkreśliła, że nie była wcześniej informowana o przedstawianych kosztach sprzątania, ale jest otwarta na ich analizę i wspólne wypracowanie rozwiązań.

Re-turn przypomina jednocześnie o skali sukcesu programu. Od momentu jego wprowadzenia poziom recyklingu opakowań po napojach wzrósł z 49% do ponad 90%, z czego ponad 76% materiału trafia bezpośrednio przez system kaucyjny. Niezależne dane wskazują także na 60-procentowy spadek ilości śmieci w postaci butelek i puszek w przestrzeni publicznej w skali kraju, a na wybrzeżach, czyli to najniższy poziom zanieczyszczeń od 25 lat. Firma informuje również o współpracy z lokalnymi władzami przy instalowaniu specjalnych osłon na kosze na śmieci. Mają one z jednej strony ułatwiać legalny recykling „na wynos”, a z drugiej ograniczać grzebanie w odpadach i chronić cenne surowce.

Program zwrotu kaucji obejmuje opakowania o pojemności od 150 ml do 3 litrów, oznaczone odpowiednim logo. W założeniu miał być narzędziem porządkującym przestrzeń i zmieniającym nawyki konsumenckie. Dziś staje się także lustrem, w którym odbijają się społeczne nierówności i pytanie o to, kto naprawdę ponosi koszty dobrze zaprojektowanych reform.

*

W mojej opinii ten „problem” w ogóle nie istnieje. Jeśli ktoś wyjmuje butelki i puszki ze śmietników, to nie dlatego, że chce komuś utrudnić życie czy zwiększyć koszty miasta, lecz dlatego, że w ten sposób zdobywa środki na przetrwanie. To nie jest patologia systemu, tylko brutalny sygnał, że dla części ludzi kaucja stała się namiastką dochodu. Zamykanie koszy i liczenie strat może poprawić statystyki porządkowe, ale nie rozwiąże przyczyny. Ta natomiast, jak to zwykle bywa, leży dużo głębiej niż na dnie ulicznego pojemnika.

Jeżeli Dublin uważa, że ma problem z rozrzuconymi śmieciami, to może radni powinni przejść się ulicami stolicy w weekendowe poranki, bo wówczas widać i to w najbardziej eksponowanych częściach miasta, jak bardzo brudny jest Dublin i nie jest to dziełem tzw. zbieraczy, a ludzi rozbawionych nocnymi imprezami.

Mam też doskonały przykład z Galway, gdzie osobiście widziałem kilka powtarzających się osób, które otwierają kluczami miejskie kosze na śmieci w okolicy Eyre Square, wyjmują butelki i puszki, a następnie chowają śmietnik do środka, drzwi ponownie zamykając na klucz. Czyli co? W Galway jest wyższa kultura zbieracza? Może, ale odnoszę wrażenie, że radni w Dublinie przesadzają i chcą znaleźć winnego tam, gdzie właściwie go nie ma. Zróbcie najpierw porządek na ulicach, bo chwilami wyglądają one jak wysypisko śmieci, a dopiero później mówcie, że to zbieracze robią bałagan. Tak na marginesie, kilka lat wcześniej za dubliński syf na ulicach odpowiedzialne były mewy.

Wszystko i wszyscy robią wam na złość? Śmiem wątpić.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. Kadr z nagrania RTE

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version