Polityka ma swoje stare odruchy i gdy wyborca odwraca się plecami, władza nagle „słyszy ludzi”. Gdy sondaże pikują, ministrowie odkrywają dramat kosztów życia, a gdy partia zalicza najgorszy wynik wyborczy od stu lat, wtedy z szuflady wyciąga się budżetowe prezenty. Dokładnie to właśnie dzieje się dziś w Irlandii.
Premier i lider Fianna Fáil Micheál Martin ledwie otrząsnął się po wyborczym upokorzeniu, a już zaczął sugerować nowy pakiet pomocowy mający „odzwierciedlić realia samopoczucia ludzi”. Tłumaczenie z politycznego na ludzki język jest proste i wyborcy ukarali władzę, więc trzeba ich z powrotem przekupić. Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie tak wygląda dziś strategia Fianna Fáil, partii, która przez dekady była synonimem irlandzkiej polityki establishmentowej, klientelizmu i wyborczego rozdawnictwa.
Wyniki wyborów uzupełniających były dla partii katastrofą. Kandydat FF w Dublin Central John Stephens zdobył ledwie 4 proc. głosów i odpadł już w drugim liczeniu. W Galway West kandydat partii uzyskał zaledwie 9 proc. pierwszych preferencji. Dla ugrupowania, które przez ponad 100 lat dominowało irlandzką politykę, to nie jest zwykłe ostrzeżenie. To polityczny alarm przeciwpożarowy.
Symboliczne jest jednak coś innego, bo w Dublin Central ani Fianna Fáil, ani Fine Gael mogą nie zdobyć mandatu po raz pierwszy w historii. Dawna oś irlandzkiej polityki zaczyna się kruszyć na oczach całego kraju. I właśnie wtedy Micheál Martin odkrywa problem kosztów życia.
Przypadek? Jasne. Tak samo jak deszcz w Dublinie.
Premier mówi dziś o „odzwierciedleniu realiów ludzi” w budżecie, ale gdzie była ta nagła empatia wcześniej? Inflacja nie pojawiła się wczoraj. Kryzys mieszkaniowy nie wybuchł tydzień temu. Ceny energii i żywności nie eksplodowały dopiero po wyborach uzupełniających. Wyborcy przez lata słyszeli od rządu o „stabilności”, „ostrożności fiskalnej” i „dobrej kondycji gospodarki”. Teraz, gdy partia dostała polityczny policzek, nagle okazuje się, że jednak można sięgnąć po publiczne pieniądze. To stary mechanizm Fianna Fáil. Partia od dekad budowała swoją siłę na polityce lokalnych układów, transferów i obietnic. Irlandzka polityka zna ten model aż za dobrze, bo kiedy grunt pali się pod nogami, państwowy portfel staje się gaśnicą.
Problem polega na tym, że wyborcy coraz słabiej reagują na tę metodę i w Dublin Central głosy odpłynęły nie tylko do Sinn Féin, ale też do Socjaldemokratów, Zielonych i kandydatów spoza głównego nurtu. Ludzie szukają alternatywy wobec systemu, który od lat kręci się wokół tych samych nazwisk, tych samych rodzin politycznych i tych samych obietnic.
Szczególnie bolesny dla Fianna Fáil musi być fakt, że dawny elektorat Bertiego Aherna praktycznie wyparował. Jeszcze kilka lat temu partia odzyskała część głosów klasy pracującej. Dziś ten elektorat znów odpływa, bo zmęczony jest kosztami życia, kryzysem mieszkaniowym i poczuciem, że establishment bardziej zarządza problemami, niż je rozwiązuje. A Micheál Martin? Zachowuje spokój człowieka, który widział już wszystko. Zapewnia, że jego przywództwo nie jest zagrożone, mówi o „odrabianiu pracy domowej”, tyle że polityka nie jest szkolnym sprawdzianem, który można poprawić po weekendzie.
To kryzys tożsamości Fianna Fáil, a ta przez lata przedstawiała się jako partia zwykłych ludzi. Dziś coraz częściej wygląda jak maszyna administracyjna próbująca odzyskać emocjonalny kontakt z wyborcami przy pomocy budżetowych dopłat. Jednak wyborcy nie są już tak lojalni jak dawniej. Młodsze pokolenie nie pamięta mitu partii republikańskiej budującej nowoczesną Irlandię. Widzi za to ceny wynajmu, brak mieszkań i państwo, które mimo rekordowych wpływów podatkowych coraz częściej sprawia wrażenie zmęczonego własną biurokracją.
Dlatego problem Fianna Fáil nie sprowadza się do słabego wyniku w dwóch okręgach, on jest głębszy i partia zaczyna wyglądać jak relikt starej Irlandii, kraju, w którym wystarczyło ogłosić kilka ulg i dodatków, by odzyskać społeczne poparcie. Tymczasem wyborcy coraz częściej mówią jedno: rachunek już wystawiliśmy i nie da się go spłacić kolejnym pakietem „wsparcia”.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Markus Spiske on Unsplash

