Brytyjski kryzys polityczny

Dużo mówi się ostatnio o samym Brexicie, bo to temat nośny, jednak w tekstach pobocznie, o ile nie po macoszemu, wyjaśnia się podstawy obecnych problemów politycznych Wielkiej Brytanii.

U podstaw konfliktu konstytucyjnego, co określa się mianem kryzysu, legły dwie sprawy, z których pierwszą jest rozbieżność stanowisk w Partii Konserwatywnej, a kolejną brak jednomyślnych działań opozycji w Izbie Gmin. W taki sposób powstał parlamentarny pat, a to prowadzi do zablokowania prac Izby Gmin.

Jakby tego było mało, obecny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, zawieszając prace obu westminsterskich izb, naraził się na oskarżenia o łamanie Konstytucji Królestwa, co wyłącznie pogłębiło konflikt. Wczorajsze posiedzenie Izby Gmin przerodziło się w przepychankę słowną, a nie doprowadziło to nawet do zbliżenia stanowisk w kwestii Brexitu i dzielących posłów w kwestii ochrony granicy na irlandzkiej wyspie i samego wyjścia z UE.

Dużo gorzkich słów wypowiedzianych zostało w kierunku premiera Johnsona, a ten próbował udowodnić, że działa zgodnie z prawem, jednak argumentacja, co było do przewidzenia, została odrzucona przez opozycję, czyli pat trwa nadal.

Rozwiązanie kryzysu politycznego w Wielkiej Brytanii jest obecnie tak samo dalekie, jak i bliskie, bo wystarczy odrobina dobrej woli, by cała sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Tu jednak pojawił się kolejny problem, który skrzętnie wykorzystuje opozycja wobec Partii Konserwatywnej, czyli rządzącej, a chodzi o samo orzeczenie Sądu Najwyższego Wielkiej Brytanii, które wskazuje, że premier działał wbrew postanowieniom Konstytucji, a to oznacza złamanie prawa.

Zaskakujące jest działanie ugrupowań opozycyjnych, bo te, o ile domagają się złożenia przez Johnsona urzędu premiera, to nie chcą jeszcze ani złożyć wniosku o wotum nieufności wobec gabinetu, ani nie zapowiadają nawet postawienia Borisa Johnsona w stan oskarżenia związany ze złamaniem najważniejszego aktu prawnego każdego państwa.

Można tu zadać pytanie, dlaczego tak właśnie się dzieje, a odpowiedź padła już właściwie na początku tekstu, czyli brak porozumienia w szeregach opozycji. Jeżeli prześledzimy ostatnie miesiące brytyjskiej sceny politycznej, to jawi nam się obraz skłóconego parlamentu, który nie chce odstąpić od swoich przekonań, niezależnie od reprezentowanych poglądów. Co gorsze, opozycja, w której nie ma zgody na wspólne działanie w wielu kwestiach, jakby obawiała się przegranej, prowadząc grę w kierunku obalenia rządu i przeprowadzenia nowych wyborów.

Przyznać trzeba, że społeczeństwo Wielkiej Brytanii także jest podzielone, więc nie jest pewne, czy uda się wygrać któremuś z ugrupowań będącego zwolennikiem pozostania w Unii Europejskiej, czy nawet chcącego łagodnej formy Brexitu, czyli to kolejna niewiadoma, a może być impulsem, który władze odda ponownie w ręce torysów. Tego natomiast obawia się lider Partii Pracy Jeremy Corbyn, bo negatywny dla niego wynik przyspieszonych wyborów, byłby prawdopodobnie końcem jego kariery na stanowisku szefa partii.

Niezależnie od tego, czy wcześniejsze wybory dotkną Wielką Brytanię, czy też nie, po wyroku sądu o nielegalności działań premiera, powinno odbyć się dodatkowe referendum brexitowe, co będzie naturalną konsekwencją działań państwa prawa.

Jeżeli w ustroju panującym w Zjednoczonym Królestwie, orzeka się brak konstytucyjnych działań rządu lub parlamentu, do głosu dochodzi tzw. głos ludu, który wybrał swoich przedstawicieli, więc on jest w takim przypadku najważniejszy i rozstrzygający. Jeżeli natomiast, do powtórzenia referendum nie dojdzie, a Boris Johnson przeprowadzi z pominięciem parlamentu Brexit, w jego twardej formie, będzie można mówić w takim przypadku o tyranii, a przynajmniej o zawłaszczeniu władzy.

Na całe szczęście przeprowadzenie tego scenariusza przez Johnsona legło w gruzach, chociaż nie odebrało mu możliwości działania i premier nadal może doprowadzić do twardego Brexitu, stosują inne zabiegi przewidziane prawem, a zawieszające prace Westminsteru, choćby na krótki czas. Wtedy, przeprowadzi Brexit na swoich zasadach, narażając się kolejny raz na odpowiedzialność konstytucyjną.

Mówi się jednak, że w Wielkiej Brytanii powinien zmienić się układ sił, niezależnie, na którą stronę przechyli się szala zwycięstwa, bo wtedy parlament powinien odzyskać sprawność działania. Pamiętać należy, że rząd Johnsona, jest obecnie gabinetem mniejszościowym, więc Westminster może zablokować każdy jego pomysł. Dodaje się w niektórych opiniach, iż w Królestwie mógłby powstać także rząd tymczasowy, który poprosi o przesunięcie terminu Brexitu, jednak wcześniej konieczne jest postawienie i przegłosowanie wotum nieufności dla obecnego rządu.

Ciekawe komentarze można znaleźć w brytyjskiej prasie i mówi się tam oficjalnie, że rząd Johnsona pogrążył się w totalnej degrengoladzie, nie panuje nad swoimi własnymi działaniami, a i utracił wszelką kontrolę nad państwem. W takim przypadku, do głosu mogą kolejny raz dojść dwie siły, a tymi są parlament i królowa Elżbieta II, bo monarchini ma władzę odwołania gabinetu, gdyż ten działa w jej imieniu.

Jaka jest więc przyszłość Johnsona? Trudna, ale nadal może się wykaraskać z obecnych problemów, jednak uratuje go przed totalną klęską wyłącznie porozumienia z Unią Europejską, które powinno być osiągnięte przed październikowym szczytem UE-17 w Brukseli.

Lewicowa prasa Wielkiej Brytanii zarzuca również Borisowi Johnsonowi brak politycznego honoru i dodaje, że brytyjska polityka, powinna się go pozbyć raz na zawsze, udaremniając popełnianie dalszych błędów.  

A podstawą całości problemu jest mechanizm ochronny granicy pomiędzy Republiką Irlandii a Irlandią Północną, jednak i z tej zawiłości także można wyjść w dosyć prosty sposób, a drogę wskazał Brytyjczykom unijny koordynator ds. brexitowych Guy Verhofstadt i proponuje, aby granice zewnętrzne irlandzkiej wyspy, przesunięte zostały do jej brzegów, nie natomiast powstawały na lądzie. Tym samym Irlandia Północna zachowując integralność z Wielką Brytanią, wciąż mogłaby prowadzić wymianę handlową z Republiką Irlandii, co uchroni oba kraje przed głęboką, jak się wydaje recesją.

Bogdan Feręc

Podziel się:

EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn