Brytyjczycy powinni się obawiać i Brexitu i USA

Rozmowy w kwestii opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej utknęły w martwym punkcie, a może mieć to związek z wiarą, że ich gospodarka poradzi sobie, gdyż mają zapewnienia i gwarancje Donalda Trumpa.

Już za czasów premier Theresy May prezydent USA składał deklaracje, iż jego administracja przychylnym okiem spojrzy na Brytyjczyków, o ile ci wyjdą z Unii Europejskiej, co optymistycznie nastawiło część polityków z sąsiedniej wyspy i jakże ochoczo zaczęli dążyć do stanowczej postawy negocjacyjnej wobec Brukseli. Dlatego właśnie dużą popularność u Torysów zyskał Boris Johnson, który wybrany został na szefa Partii Konserwatywnej, by następnie zastąpić na Downing Street Theresę May.

Wtedy właśnie zaczęły się intensywne rozmowy w sprawach gospodarczych między Wielką Brytanią a USA, co dawało rządowi w Londynie podstawy, by twierdzić, że kraj będzie miał się lepiej, niż podczas współpracy z Unią Europejską.

Tak oczywiście mogłoby się wydawać, chociaż powinien nam rysować się pewien obraz, a chodzi oczywiście o samego prezydenta Trumpa, który lubi czasami zmienić zdanie, a i stawać w opozycji do wypowiedzianych wcześniej słów. Tak zdarzyło się kilka razy w jego prezydenckiej karierze, co może być sygnałem alarmowym dla Brytyjczyków, którzy nadal ślepo wierzą, że Trump im pomoże. No, nie do końca, a to dlatego, że od czasu wcześniej złożonych deklaracji, świat jest nieco inny.

Zmian doczekały się gospodarki, które aktualnie przeżywają kryzys, a nie ominęło to rynku USA, który skłócony jest z największymi graczami. Recesja w Stanach Zjednoczonych, wzrastające bezrobocie, a i wojna Trumpa z Chinami, Unią Europejska oraz Kanadą, mocno nadszarpnęły stan posiadania amerykańskiej ekonomii, co w gruncie rzeczy prowadzi do spadających notowań prezydenta Donalda Trumpa, a ten miał nadzieję na reelekcję.

Idąc tym tropem ostatnie sondaże, nie są łaskawe dla kandydata Trumpa, bo przewagę 8 procent ma obecnie Joe Biden i jeżeli uda mu się wygrać z urzędującą głową państwa, to z całą pewnością zmieni się sytuacja Królestwa Wielkiej Brytanii. Joe Biden znany jest z tego, iż ogromną sympatią darzy Irlandczyków, jest też zainteresowany pogłębianiem stosunków handlowych z Zieloną Wyspą, a Borisa Johnsona, po prostu nie lubi. Co istotne, w wielu wypowiedziach Biden podkreślał, że deklaracje złożone przez Trumpa, trzeba będzie zrewidować, a to może oznaczać, że na polu gospodarczym Wielka Brytania pozostanie sama.

Przyjmijmy teraz, że rozmowy o wyjściu Brytyjczyków z unii celnej zakończyły się fiaskiem, więc nie ma umowy handlowej, a obowiązują cła, które określone zostały przez Światową Organizację Handlu. W takim przypadku Zjednoczone Królestwo, staje się nieatrakcyjnym partnerem handlowym dla państw unijnych i traci ten rynek. Jeżeli do tego przyjdzie jeszcze ciosa zza wielkiej wody, Brytyjczycy nie mają dostawców, odbiorców i są traktowani, jak zadżumieni, bo tracąc obecną szansę na uregulowanie stosunków z Unią Europejską, na kolejną, będą musieli poczekać. Obecnie wiele państw unijnych zapowiada, że po opuszczeniu przez Albion unii celnej, poradzi sobie w inny sposób, gdyż zdywersyfikuje łańcuchy dostaw i odbiorców, i chociaż wytworzy to problemy, to jednak będą w lepszej sytuacji, niż znajdzie się tzw. Wielka Brytania.

Londyn powinien wziąć pod uwagę jeszcze jeden czynnik, więc ponawiane zapowiedzi jego składowych, czyli Szkocji, Walii oraz w zawoalowany sposób Irlandii Północnej, które dotknięte kryzysem, mogą wymówić posłuszeństwo Koronie, a właściwie tylko Johnsonowi, a ten, odejdzie w niesławie, pozostawiając za sobą brexitowe pogorzelisko.

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij
Kto jest odpowiedzia
Ponowne otwarcie pub