Ostatni szczyt Unii Europejskiej w Brukseli przyniósł obraz doskonale znany, a jednak coraz bardziej doniosły w swym politycznym ciężarze. Przybyły do stolicy Belgii prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski po raz kolejny wystąpił w roli kogoś, kto nie tyle prosi, ile wręcz egzekwuje bezwarunkowe wsparcie.
Wobec widma nadchodzącej, ciężkiej zimy oraz wyrwy w budżecie sięgającej w samym tylko 2027 roku kwoty 80 miliardów euro, ukraiński przywódca postawił Europejczyków przed faktem dokonanym, więc Wspólnota pokryć ma ten, w części zdefraudowany deficyt finansowy i militarny, powstający w wyniku wycofywania się z pomocy innych światowych graczy.
Sposób, w jaki Zełenski buduje swoją narrację, zaczyna jednak budzić uzasadniony opór nawet wśród najsilniejszych sprzymierzeńców. Ignorując zarzuty płynące ze strony amerykańskiej administracji, sugerujące, że bywa on w rokowaniach „trudniejszy” od samego Władimira Putina. Prezydent Ukrainy uciął też krytykę buńczuczną retoryką, pytając z ironią brukselskich dziennikarzy, czy rzeczywiście trudniej się z nim dogadać? Skwitował sprawę stwierdzeniem, że jedynie broni interesów swojego narodu, który ma prawo stać dumnie.
Taka postawa, choć zrozumiała z punktu widzenia wewnętrznego morale walczącego państwa, w dyplomacji międzynarodowej staje się powoli przeciwskuteczna. Być dumnym to jedno, ale ostentacyjnie ignorować fakt, że byt państwa ukraińskiego opiera się obecnie niemal wyłącznie na gigantycznym transferze gotówki i uzbrojenia od zagranicznych podatników, to błąd taktyczny.
Kijów musi wreszcie zrozumieć, że europejska solidarność nie jest bez dna, a partnerzy z Brukseli wymagają dyplomatycznego wyczucia, a nie stałego stawiania pod ścianą i odrzucania wszelkiej autokrytyki.
Trzeba jednak oddać sprawiedliwość i wyraźnie wskazać źródło obecnej sytuacji, bo to nie tylko roszczeniowa postawa Kijowa generuje napięcia, ale też polityka prowadzona przez prezydenta USA Donalda Trumpa oraz jego otoczenie. Biały Dom, dążąc do wycofania amerykańskiego zaangażowania nad Dnieprem, wykazuje się z kolei interesem Stanów Zjednoczonych.
Działania Waszyngtonu koncentrują się obecnie na ograniczeniu dostaw pocisków przechwytujących PAC-2 i PAC-3 dla systemów Patriot, głównie z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie, ale chodzi też o decyzje Elona Muska, który zablokował pełny dostęp do sieci Starlink.
W tym skomplikowanym i pełnym napięć krajobrazie to właśnie Unia Europejska, jak się obecnie wskazuje, wziąć ma ciężar wojny na siebie, jednak sprzyjający Brukseli dziennikarze i komentatorzy zapominają, że Unia Europejska jest w głębokim kryzysie energetycznym i ekonomicznym. Warto tu tylko powiedzieć o zadłużeniu Francji, a jej dług publiczny to już 119% PKB, prawie 70% długu w Niemczech, a i w innych państwach, których dług publiczny zaczyna przekraczać barierę 60%.
Na brukselskim szczycie powróciła kluczowa, choć skomplikowana prawnie kwestia wykorzystania zamrożonych aktywów rosyjskiego banku centralnego o wartości około 210 miliardów euro, zdeponowanych w belgijskim Euroclear. Premier Danii Mette Frederiksen zauważyła, że środki te powinny służyć podwójnemu celowi, więc bieżącemu finansowaniu obronności Ukrainy oraz zmuszeniu agresora do pokrycia zniszczeń wojennych. Mimo wcześniejszych obaw Belgii przed odwetem procesowym ze strony Moskwy, stanowisko państw Wspólnoty ewoluuje. Niewątpliwie otwarty na poszukiwanie najszybszych i najbardziej skutecznych mechanizmów jest m.in. premier Irlandii Micheál Martin.
Krajowe dyskusje pokazują zresztą pełną paletę odpowiedzialnego podejścia. Choć wykaz wsparcia Instytutu Kilońskiego plasuje Irlandię na 16. miejscu w UE pod względem bezpośredniej pomocy Ukrainie, Dublin nadrabia te zaległości wkładem do ogólnoeuropejskich funduszy pomocowych i zdecydowaną postawą polityczną. Z kolei głosy krytyczne, jak te wygłoszone przez premiera Holandii Roba Jettena pod adresem państw ociągających się z otwieraniem własnych budżetów, świadczą o narastającej wewnętrznej debacie i braku zgody na darmowe korzystanie z europejskiego parasola ochronnego.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC Dati Bendo


