Bruksela utwardza stanowisko, Kongres USA też, a Brytyjczycy…

Osoby w Unii Europejskiej, które zaangażowane są w proces negocjacyjny z Wielką Brytanią, już nie w formie ostrzeżeń, a stwierdzeń mówią, że Brytyjczycy doczekają się konsekwencji prawnych, jeżeli złamią wcześniejsze umowy.

Sprawa dla Wielkiej Brytanii może przybrać zły obrót, gdyż Boris Johnson, który kończy współpracę Zjednoczonego Królestwa z Unią Europejską, jest zdeterminowany, aby wyprowadzić kraj w terminie, a jednocześnie na swoich warunkach. O ile to byłoby jedynym problemem, to o umowie handlowej można by jeszcze marzyć, ale w świetle propozycji, jakie padły ze strony gabinetu w Londynie, sprawa ma się całkiem inaczej.

Chodzi o wewnętrzne brytyjskie przepisy, które odrzucają ważną część umowy, jaka wcześniej została wynegocjowana i przyjęta, a proponowane prawodawstwo, właściwie unieważnia ten dokument.

Wg propozycji Londynu, Irlandia Północna straci specjalny status handlowy po 31 grudnia 2020 roku, co po pierwsze jednostronnie złamie umowę międzynarodową, a jednocześnie wytworzy twardą granicę na irlandzkiej wyspie, a tej miało się unikać. Co istotne brytyjski rząd twierdził od początku negocjacji brexitowych, iż jego wolą jest, by otwarta granica w ramach wyspy pozostała, ale jak się okazuje, było to tylko czcze gadanie. Co ważne, odchodząc od protokołu irlandzkiego, rząd Wielkiej Brytanii nie złamie wyłącznie umowy z Unią Europejską, gdyż jednocześnie odstąpi od porozumienia wielkopiątkowego.

Postępowanie premiera Johnsona, ostro krytykowane jest w samej Unii Europejskiej, która otwarcie już teraz mówi, że odstąpienie lub złamanie umowy przyjętej przez brytyjski rząd oraz tamtejszy parlament, jak i władze unijne i 27 państw członkowskich, pociągnie za sobą konsekwencję prawne, ale zablokuje też możliwość współpracy Brytyjczyków z którymkolwiek z państw należących do UE.

To jeszcze Johnson mógłby przełknąć, ale na drodze do raz obranego celu, więc wyprowadzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej staje największy sojusznik i potencjalnie największy partner handlowy, który miał wesprzeć gospodarkę sąsiedniej wyspy, w chwili opuszczenia przez nią UE. Wcześniej prezydent USA Donald Trump wręcz namawiał Johnsona, by ten opuścił unijny blok i obiecywał mu złote góry, w postaci atrakcyjnych kontraktów handlowych. To jednak wydaj się obecnie mrzonką, bo na drodze stanęła amerykańska Izba Reprezentantów, której przewodnicząca Nancy Pelosi zapowiedziała, a następnie potwierdziła, że Kongres, nie zatwierdzi żadnej umowy handlowej z Wielką Brytanią, o ile ta złamie unijne traktaty.

W związku z takim postawieniem sprawy można domniemywać, że Wielka Brytania na swoich warunkach, może jedynie wpaść w głęboką izolacją, recesję i następnie kryzys, a braki towarów i w części sektorów nadprodukcja, stanie się powodem do zahamowania rozwoju kraju.

W tej sprawie Johnson nie ma też wielu sprzymierzeńców, bo pozostał mu jedynie prezydent Donald Trump, który podtrzymuje swoją opinię, iż Ameryka i Wielka Brytania, będą mogły bezproblemowo współpracować. Prezydent Trump zapomina jednak, że bez zgody Kongresu USA, żadna umowa nie może być przyjęta i wprowadzona do realizacji, a dopóki nie ma tam większości, może tylko marzyć, że jego pokrętny plan osłabienia Unii Europejskiej i rozbicia jej jedności, zostanie zrealizowany.

Podobnie będzie w przypadku Borisa Johnsona, który nawet w rządzie nie ma pełnego poparcia dla swoich wizji wyprowadzenia kraju z UE, a i jakby zapominał, iż może tym wywołać ponowną eskalację napięć, więc obudzić IRA, która już wcześniej zapowiadała, że powróci do swoich dawnych metod, o ile na irlandzkiej wyspie, ponownie pojawi się granica.

Bogdan Feręc

Źr: Independent/FoxNews/Reuters

Polska-IE: Udostępnij
Chef Jakub – Writt
Blokada Dublina cora