Brexit wejdzie do Parlamentu Europejskiego

Jeszcze całkiem niedawno Nigel Farage nie miał wysokich notowań w Wielkiej Brytanii, a wielu jego przeciwników politycznych i medialnych zarzucało mu, iż zdezerterował z krajowej polityki, by cieszyć się z wprowadzenia tamtejszego społeczeństwa w błąd i z rozmontowania unijnej umowy.

Sytuacja całkiem się jednak zmieniła i niedawno założona przez Farage’a partia, zyskuje na sile, chociaż można mieć podejrzenia, że nie do końca jest to jej zasługa. Do sukcesu ugrupowania „Brexit”, bo taką nazwę nosi partia Nigela Farage’a, przyczynił się raczej ogół polityków w Zjednoczonym Królestwie, a ten nie pokazał poddanym jej królewskiej wysokości Elżbiety II, że umie doprowadzić sprawę wyjścia z UE do jakiegokolwiek rozsądnego końca.

Tym samym zwolennik opuszczenia unijnego bloku Nigel Farage, ponownie złapał wiatr w polityczne żagle i na fali społecznej krytyki ugrupowań zasiadających w tamtejszym parlamencie, zbiera wysokie poparcie sondażowe.

Gdyby wybory do parlamentu Europejskiego odbywały się dzisiaj, to kandydaci startujący z listy „Brexit”, zebraliby 34% głosów, a to oznacza, że przeciwnicy Unii Europejskiej staliby się pierwszą brytyjską siłą w Parlamencie UE. Kolejne miejsce może zająć Partia Pracy, zbierając 21% głosów do europarlamentu, a daleko za nią Partia Liberalna z 12-procentowym poparciem.

Tak doszliśmy do Partii Konserwatywnej, czyli rządzącej obecnie pod słabym i gasnącym przewodnictwem Theresy May, a to ugrupowanie mocno traci w sondażach i już tylko 11% osób uprawnionych do głosowania chce wesprzeć Torysów, by ci reprezentowali kraj w PE.

To oczywiście dramatyczny wynik dla rządzących konserwatystów, bo wskazuje jej, że i wybory do Westminsteru ma raczej przegrane, więc nie powinna obecnie przygotowywać się, na kolejną kadencję na Downing Street. Oczywiście z takiej sytuacji zawsze jest jakieś wyjście, ale czasu zostało niezbyt wiele, bo wybory do Parlamentu Europejskiego już za dwa tygodnie, jednak nadal można próbować, by ratować rodowe srebra, którymi w tym przypadku są wyborcze głosy. Jedynym chyba wyjściem z tej trudnej sytuacji jest przegłosowanie w Westminsterze umowy o opuszczeniu Unii Europejskiej i ogłoszenie dokładnej daty wyjścia z UE, co w konsekwencji głosowanie do Parlamentu Europejskiego, uczyni bezprzedmiotowym.

O ciekawe, również na krajowym rynku politycznym zmienił się układ sił, bo na pozycji lidera sondaży krajowych umocniła się Partia Pracy Jeremy’ego Corbyna z 28-procentowym poparciem. Następna jest tracąca wciąż elektorat Partia Konserwatywna i jej 22%, a krok za nią „Brexit” Nigela Farage, którą wspiera obecnie 21% wyborców.

Po takich wynikach nie ma więc najmniejszych nawet powodów do zadowolenia w ugrupowaniu Theresy May, a i jej dni na fotelu szefowej partii są raczej policzone, bo przegrana, oznacza detronizację. Nawiasem mówiąc, to stanie się wcześniej lub później, bo May obiecała, iż ustąpi ze stanowiska premiera i szefowej konserwatystów, po uzgodnieniu umowy wyjściowej. Mogłaby jednak wyjść z całego zamieszania w innej atmosferze, więc zachowując resztki politycznej godności.

Bogdan Feręc

Źr: The Observer/Reuters

Znajdź nas:

Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn