Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Biurokratyczny knebel na wolnym rynku. Jak brukselskie regulacje dobijają irlandzki mikrobiznes

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wspólny rynek, stanowiący od dziesięcioleci fundament europejskiej integracji gospodarczej, właśnie zamienia się w biurokratyczny koszmar. Pod osłoną wzniosłych haseł o ochronie środowiska i walce z odpadami, Bruksela serwuje małym przedsiębiorcom bezwzględny dyktat. Nowe unijne wytyczne dotyczące opakowań nie tyle reformują system, ile bezpardonowo wyrzucają z niego lokalnych twórców, rzemieślników i niezależnych projektantów. W efekcie irlandzka przedsiębiorczość, zamiast się rozwijać, zmuszona jest zwijać żagle i chronić się przed zdegenerowanym unijnym prawodawcą.

Absurd nowych regulacji uderza bezpośrednio w istotę wolnej przedsiębiorczości. System wymaga, aby każdy podmiot – bez względu na skalę działalności, od międzynarodowych gigantów po jednoosobowe pracownie, rejestrował się w strukturach kontrolnych każdego państwa członkowskiego, do którego wysyła swoje towary. Dochodzi do tego absurdalny wymóg wyznaczania lokalnych przedstawicieli oraz uiszczania rocznych opłat, które w skali całego bloku sięgają astronomicznych kwot. Rzeczywistość zweryfikowała te pomysły natychmiast i fala wstrzymanych wysyłek zagranicznych przetoczyła się przez całą Irlandię.

Skutki urzędniczego zacietrzewienia najmocniej odczuwają mikroprzedsiębiorcy, dla których wysiłek administracyjny staje się barierą nie do przejścia. Natalija Kozlova Vinovrski z Mallow w hrabstwie Cork, tworząca unikalne ozdoby pod szyldem Printarelle, otwarcie punktuje ten paraliż: „Wszystko robię sama. Jestem artystką solo. Nie jestem przeciwna prawu. Wykorzystuję je ponownie (opakowania) tak często, jak to możliwe. Chcę przestrzegać prawa. Ale daj mi szansę”.

Podobne dolegliwości dotykają Clodagh Walshe z hrabstwa Galway, właścicielkę sklepu Note and Nib, która w obliczu formalnego chaosu całkowicie wstrzymała dystrybucję poza granice kraju: „Jesteśmy Europą. To nie powinno być kwestią indywidualną, rozpatrywaną indywidualnie. Powinna obowiązywać jedna zasada dla wszystkich. Nie wiem, co robić. Czuję się teraz trochę niepewnie”.

Hipokryzja europejskich urzędników poraża szczególnie w zestawieniu z praktyką małych firm. Podczas gdy Irlandia przoduje w statystykach generowania odpadów opakowaniowych, osiągając w 2023 roku wskaźnik 223 kg na mieszkańca przy rocznej masie blisko 1,2 miliona ton, lokalni twórcy od lat stosują rzeczywisty, a nie deklaratywny recykling. Tamzen Lundy z Tamzen Lundy Designs, produkująca rękodzieło z wełny, punktuje ślepotę twórców nierealnych przepisów: „Jak w przypadku wielu firm rzemieślniczych, wszystkie moje opakowania są ponownie wykorzystywane np. stare pudełka z Amazona. Używam ich do wysyłki wszystkich zamówień online. Nowe zasady traktują firmy takie jak moja tak samo, jak duże przedsiębiorstwa, takie jak Amazon, których opakowania, ironicznie, ponownie wykorzystuję”.

To nie jest odosobniony głos rozsądku. W całej Unii Europejskiej pod petycją o wstrzymanie tego legislacyjnego taranu podpisało się blisko 50 tysięcy osób. Producenci, drukarze czy twórcy zabawek głośno mówią o całkowitym odklejeniu Brukseli od realiów rynkowych. Równie destrukcyjne okazują się wymogi krajowe, bo stała opłata 490 euro za rejestrację w organizacji Repak oraz zator organizacyjny po stronie instytucji weryfikujących wnioski, sparaliżowały sprzedaż na platformach takich jak Etsy, Amazon czy eBay.

Aprilanna Barker z Dinkin’s Bakery w Monaghan nie pozostawia na tym systemie suchej nitki: „Chcę przestrzegać przepisów. Ale skoro te informacje są już gromadzone, skoro dostawca opakowań ma wszystkie, to dlaczego miałabym to robić? To po prostu głupota”.

Głosy sprzeciwu płyną zresztą z każdej strony – od drobnych jubilerów, po koncerny formatu Coca-Cola czy McDonald’s. Rachel Clancy z Suaimhneas Jewellery nie ma złudzeń co do konsekwencji polityki unijnej: „Większe firmy będą miały monopol, co uniemożliwi konsumentom wybór, na co wydać pieniądze”.

Działania naprawcze Komisji Europejskiej, jak zapowiedzi zniesienia wymogu lokalnych reprezentantów czy prośby do Repak o wstrzymanie kar, są jedynie pasywnym przyznaniem się do błędu, które nie naprawia wyrządzonych szkód. Biznes potrzebuje stabilności, a nie unijnych iluzji. Podsumowanie całej sytuacji przez Nataliję Kozlovą Vinovrski tworzy wyjątkowo gorzki obraz współczesnej polityki gospodarczej UE: „Najpierw mówili: nie kupujcie z Chin. Teraz mówią: nie kupujcie od Europejczyków. Zabili cały sens istnienia UE. To szaleństwo”.

*

Nareszcie nie muszę mówić i udowadniać, że unijni politycy to debile.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Fot. Archiwum własne

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version