Bezsilny Johnson – upokorzenie przyszło z wewnątrz. Brexit będzie opóźniony o 3 miesiące?

Nocna debata w Izbie Gmin stała się chyba początkiem końca premiera Johnsona, gdyż dzięki głosom członków Partii Konserwatywnej, zablokowano możliwość dowolnego działania szefa brytyjskiego gabinetu.

Wczorajszej nocy odbyło się w Westminsterze głosowanie, a to dało posłom pełną kontrolę nad Izbą Gmin, odbierając ten przywilej premierowi Borisowi Johnsonowi. W związku z tym kolejny raz zmienia się brexitowa historia i oddala się widmo opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej bez porozumienia. Jeszcze przed głosowaniem za przejęciem kontroli nad wieloma procesami związanymi z Brexitem przez Izbę Gmin, premier Johnson ostrzegał parlamentarzystów, iż doprowadzi to do wcześniejszych wyborów, jednak słowa kierował bardziej w stronę członków swojego własnego ugrupowania, bo to ich głosy wtedy liczyły się dla niego najbardziej.

Okazało się jednak, że 21 członków Partii Konserwatywnej, po pierwsze stwierdziło, że nie musi lub nie chce startować w kolejnych wyborach z ramienia Torysów, a na dodatek dołączyli do opozycji parlamentarnej, więc większość, jaką zyskała propozycja przejęcia władzy nad Izbą Gmin wyniosła 27 głosów.

Dla wyjaśnienia można dodać, iż ugrupowanie Johnsona miało w niższej izbie brytyjskiego parlamentu przewagę zaledwie jednego głosu, nawet we współpracy z Demokratyczną Partia Unionistów kierowaną przez Arlene Foster, która jest zwolenniczką wyjścia za wszelką cenę.

Obecnie partie opozycyjne i „rebelianci” z Partii Konserwatywnej, bo tak nazywa się obecnie 21 posłów, którzy sprzeciwili się swojemu liderowi, przygotowują przepisy, które mają opóźnić proces wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej do końca stycznia, co pomoże w uzgodnieniu porozumienia z Brukselą.

W Irlandii mówi się o niezwykłym zwrocie wydarzeń, ale minister finansów Paschal Donohoe, nie jest aż tak optymistycznie nastawiony do obecnych wydarzeń w Izbie Gmin i powiedział: – Nie ma gwarancji, że UE, zgodzi się na kolejne przesunięcie terminu wyjścia.

Generalnie uznać można, że Paschal Donohoe ma rację, ale powiedzmy sobie szczerze, dużo zależy teraz właśnie od Irlandii, która może nalegać, by Bruksela, dała pozwolenie na przedłużenie terminu, w jakim Zjednoczone Królestwo opuści unijny blok. W tym przypadku Zielona Wyspa może powołać się na niedawne słowa wysokich przedstawicieli unijnych, w tym głównego negocjatora ds. Brexitu Michela Barnier, który stwierdził, że „Irlandia może liczyć na daleko posuniętą pomoc i wsparcie Unii Europejskiej”.

W takim przypadku mogą wywiązać się z obietnicy i pokazać swoją solidarność z irlandzką wyspą.

Pomijając moją własną opinię z ostatniego zdania, wróćmy jeszcze do słów ministra finansów Donohoe, który dodał, że Wieka Brytania, będzie musiała podać UE ważny powód, by ta zgodziła się na przesunięcie terminu wyjścia.

Tu jednak z pomocą przyjść może sam Boris Johnson, który zapowiadał, iż należy oczekiwać przyspieszonych wyborów parlamentarnych w UK, a te mogłyby się odbyć 14 października, czyli na dwa tygodnie przed ostatecznym terminem opuszczenia Unii Europejskiej.

Biorąc jednak pod uwagę wydarzenia z Izby Gmin i możliwą zmianę w układzie sił rządowo-parlamentarnych po wyborach w Królestwie, UE może przychylić się do prośby parlamentarzystów, bo to oni właśnie wystąpią z wnioskiem o przesunięcie terminu opuszczenia Unii Europejskiej. Nawiasem mówiąc, to kolejny sygnał dla brytyjskiego społeczeństwa, ale i całego unijnego bloku, że Wielka Brytania, nie chce wyjść bez umowy, więc należałoby jej to umożliwić.

Jak informowaliśmy o północy, potwierdzone zostało spotkanie premierów Johnsona i Varadkara, a to miałoby się odbyć w przyszły poniedziałek. Jednak po nocnej debacie wiele się zmieniło i do wizyty szefa brytyjskiego gabinetu w Dublinie, może w ogóle nie dojść.

Bogdan Feręc

Źr/Zdj: Reuters

Podziel się:

Rząd się cieszy. Z
Taniej zburzyć niż
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn