Polska traci wpływy, gdy jej ambasadorów brakuje przy najważniejszych rozmowach – przekonuje prof. Arkady Rzegocki, były ambasador RP w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Jego zdaniem konflikt wokół obsady placówek dyplomatycznych realnie osłabia pozycję Polski. „Bardzo często w ostatnich dwóch, trzech latach dziwimy się, że Polski nie ma przy stole” – mówi.
W tym artykule:
- Polska bez ambasadorów mówi ciszej
- Po co Polsce ambasador?
- Dyplomacja to nie tylko politycy
- „Polski nie ma przy stole”
- Konflikt o ambasadorów osłabia Polskę
- Ambasador na Ukrainie wrócił po trzech miesiącach
- Polska traci szanse
- „Musimy dużo bardziej aktywnie działać”
- „Każdy z nas może coś ważnego zrobić”
https://share.transistor.fm/e/5a1df39d#?secret=mSJe9VTcm2
Polska bez ambasadorów mówi ciszej
– Sami sobie utrudniamy działanie, sami nie wykorzystujemy instrumentów, które są dostępne, mocno osłabiając prestiż naszej dyplomacji i utrudniając działanie naszym placówkom – ocenia prof. Arkady Rzegocki.
Jak przekonuje, problem nie sprowadza się wyłącznie do formalnego obsadzenia stanowisk. Brak ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego obniża rangę placówki i ogranicza jej możliwości działania.
– Właśnie ten brak polskich ambasadorów, ambasadorów pełnomocnych, nadzwyczajnych, którzy reprezentowaliby nasz kraj, obniża status placówek i utrudnia aktywne działanie – mówi.
Zdaniem profesora konsekwencje mogą być szczególnie poważne w sytuacjach kryzysowych, kiedy liczą się nie tylko oficjalne kanały komunikacji, lecz także osobiste relacje i wypracowana przez lata sieć kontaktów.
Po co Polsce ambasador?
Prof. Rzegocki zwraca uwagę, że zadaniem dyplomaty nie jest wyłącznie reprezentowanie państwa podczas oficjalnych uroczystości.
Ambasador ma przede wszystkim reprezentować kraj i promować jego interesy. Równie ważne jest jednak budowanie relacji z politykami, mediami, przedstawicielami biznesu i społeczeństwa państwa, w którym pracuje.
– Jednym z zadań jest oczywiście śledzenie sytuacji w danym kraju, poznawanie ludzi, budowanie sieci kontaktów, bliskich kontaktów, takich, które potem w sytuacjach trudnych czy kryzysowych okazują się zupełnie kluczowe – tłumaczy.
To właśnie dlatego, jego zdaniem, dyplomacji nie można zastąpić samymi mediami społecznościowymi czy bezpośrednimi kontaktami przywódców.
Dyplomacja to nie tylko politycy
Rzegocki podkreśla, że współczesna dyplomacja jest znacznie szerszym pojęciem niż działalność Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Ważną rolę odgrywają Polonia, przedsiębiorcy, naukowcy, organizacje społeczne, a także zwykli obywatele. Wszyscy oni mogą wpływać na to, jak Polska jest postrzegana za granicą.
Profesor wskazuje tu na przykład Wielkiej Brytanii. Jego zdaniem w ostatnich kilkunastu latach nastąpiła wyraźna zmiana sposobu przedstawiania Polski w brytyjskich mediach.
– Od większości krytycznych artykułów, bardzo mocno świadczących często o niewiedzy poszczególnych autorów, do sytuacji, gdy większość artykułów jest bardzo pozytywna – mówi.
Według Rzegockiego to efekt nie tylko pracy zawodowych dyplomatów, ale także aktywności Polonii i coraz bliższych relacji między społeczeństwami.
„Polski nie ma przy stole”
Najpoważniejszy problem pojawia się jednak wtedy, gdy osłabienie dyplomacji przekłada się na realny brak Polski przy międzynarodowych negocjacjach.
– Bardzo często w ostatnich dwóch, trzech latach dziwimy się, że Polski nie ma przy stole – zauważa profesor.
Jako szczególnie istotny moment wskazuje okres po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Polska była wówczas jednym z najbardziej zaangażowanych państw we wspieranie Ukrainy.
– Nikomu by nie przyszło do głowy, że Polski może zabraknąć w rozmowach o przyszłości Europy Środkowej i Wschodniej, w rozmowach o przyszłości Ukrainy. Dzisiaj to jest faktem, że bardzo często naszych przedstawicieli niestety brakuje przy stole negocjacyjnym – ocenia.
Zdaniem Rzegockiego jest to jeden z efektów osłabiania polskiej dyplomacji.
Konflikt o ambasadorów osłabia Polskę
Profesor wiąże problem z trwającym konfliktem między najważniejszymi organami państwa dotyczącym polityki zagranicznej i obsady stanowisk ambasadorskich.
– Mamy sytuację konfliktu pomiędzy premierem, ministrem spraw zagranicznych i prezydentem – mówi.
Jego zdaniem spór ten nie pozostaje wyłącznie wewnętrzną sprawą polskiej polityki. Ma konkretne konsekwencje dla funkcjonowania polskich placówek za granicą.
– Brak tej współpracy, przemianowanie ambasadorów powoduje, że nasze placówki działają dużo mniej aktywnie, niż mogłyby – przekonuje.
Rzegocki uważa, że w tej sprawie potrzebne jest porozumienie między najważniejszymi organami państwa. Jego zdaniem konstytucyjny system wymaga współpracy i właśnie tej współpracy powinna domagać się opinia publiczna.
Ambasador na Ukrainie wrócił po trzech miesiącach
Były ambasador zwraca uwagę również na przypadki, w których dyplomaci bardzo szybko tracili swoje stanowiska.
– Nasza konstytucja jest tak skonstruowana, że wymusza współpracę pomiędzy najważniejszymi organami. I tej współpracy powinniśmy się, jako opinia publiczna, domagać – podkreśla.
Jak dodaje, szczególnie wymowny jest przypadek polskiego ambasadora na Ukrainie.
– Nawet trzy miesiące, jak to jest przy rekordziście, czyli naszym ambasadorze na Ukrainie, trzy miesiące po złożeniu listów uwierzytelniających, musiały zjechać do kraju – mówi Rzegocki.
W jego ocenie takie sytuacje są niezrozumiałe z perspektywy funkcjonowania dyplomacji i mogą utrudniać realizację polskich interesów.
Polska traci szanse
Brak ambasadorów może nie być problemem, który natychmiast widać w codziennym życiu. Nie oznacza to jednak, że jego konsekwencje są niewielkie.
– Warto zwrócić uwagę, że brak tych ambasadorów, że ten konflikt powoduje, że realnie tracimy jako społeczeństwo. Tracimy wiele szans, a chociaż nie jest to tak spektakularne jak wiele innych kwestii – zaznacza profesor.
Właśnie dlatego, jego zdaniem, obsada placówek dyplomatycznych nie powinna być traktowana jako element bieżącego sporu politycznego.
„Musimy dużo bardziej aktywnie działać”
Rzegocki przekonuje, że Polska ma dziś szczególną rolę do odegrania w Europie i NATO.
– Polska ma do odegrania bardzo istotną rolę, nie tylko w Europie Środkowej, ale także w NATO, ale także w Unii Europejskiej, także w wielu innych formatach – mówi.
Jego zdaniem pozycja geograficzna i doświadczenia Polski powodują, że Warszawa powinna aktywnie zabierać głos w sprawach dotyczących bezpieczeństwa Europy.
– Polska, siłą rzeczy, będąc w tym miejscu na mapie, musi odgrywać aktywną rolę, musi dużo bardziej aktywnie działać – podkreśla.
Profesor zwraca jednocześnie uwagę na problem, który jego zdaniem jest jeszcze głębszy: sami Polacy często nie doceniają znaczenia własnego kraju.
– Bardzo często problemem jest to, że sami Polacy nie doceniają roli Polski. Sami Polacy zapominają o tym, że Polska ma do odegrania tę ważną rolę – mówi.
„Każdy z nas może coś ważnego zrobić”
Rzegocki nie ogranicza odpowiedzialności za polską pozycję na świecie do polityków i dyplomatów.
Jego zdaniem każdy obywatel może mieć wpływ na to, jak Polska jest postrzegana za granicą.
– Wszyscy poczuli się nie tylko współodpowiedzialni za naszą wspólną Rzeczpospolitą, ale także współodpowiedzialni za wizerunek Polski, za wiedzę o Polsce – apeluje.
W jego ocenie szczególną rolę odgrywa tu Polonia, która od lat pomaga budować wiedzę o Polsce i reaguje na fałszywe informacje dotyczące polskiej historii.
– Każdy z nas może coś ważnego zrobić, pokazując chociażby nasz kraj – przekonuje.
Dla prof. Rzegockiego dyplomacja nie jest więc wyłącznie domeną ambasadorów. Jest systemem relacji, w którym znaczenie mają zarówno oficjalni przedstawiciele państwa, jak i społeczeństwo.
A właśnie dlatego – jak wynika z jego argumentacji – brak ambasadorów nie jest jedynie problemem kadrowym. To kwestia tego, jak głośno Polska jest w stanie mówić o własnych interesach na arenie międzynarodowej.

