Wczoraj w nocy i przez znaczną część dnia nad Zatoką Perską rozlegały się eksplozje, które wstrząsnęły jednym z najważniejszych punktów irańskiej infrastruktury gospodarczej. Wyspa Kharg, czyli serce eksportu irańskiej ropy, filar finansowej stabilności kraju, ostrzelana została w serii skoordynowanych, amerykańsko-izraelskich ataków. Irańska agencja Mehr nazwała sprawców bez ogródek: „amerykańsko-syjonistycznym wrogiem”.
Wszystko wskazuje na to, że Stany Zjednoczone uderzyły w cele wojskowe na wyspie, co potwierdza urzędnik USA cytowany przez Axios. Trudno jednak mówić tu o chirurgicznej precyzji czy „zamiarach obronnych”. W praktyce atak dotknął struktur umożliwiających Iranowi sprzedaż ropy, zasobu, który dla Zachodu jest strategiczny, a dla Iranu egzystencjalny. Nic dziwnego, że rynki zareagowały natychmiast i ceny ropy w USA podskoczyły o ponad 2%. W tym kontekście słowa Donalda Trumpa brzmiały jak zimny dreszcz na plecach. Prezydent USA przemówił wówczas językiem apokalipsy, ostrzegając Iran, że „cała cywilizacja zginie tej nocy”, a jeżeli Teheran nie ulegnie jego ultimatum lub nie otworzy Cieśniny Ormuz. Lekkomyślność tych gróźb, powtarzanych jak mantra w True Social, odsłania nie politykę, lecz desperację. Groźby o „zniszczeniu każdego mostu i elektrowni w cztery godziny” nie brzmiały przecież jak słowa światowego lidera, a bardziej jak zapowiedź zbrodni, którą Iran już określił jako podżeganie do terroryzmu.
Iran odpowiedział natomiast stanowczo, że nie otworzy Cieśniny Ormuz pod presją i odrzucił równocześnie propozycję zawieszenia broni przekazaną przez pośredników. Teheran jasno stawia warunki, iż zakończenie ataków, gwarancje nienaruszalności oraz odszkodowania za zniszczenia. Władze utrzymują, że kontrola nad cieśniną i pobieranie opłat od statków to nienegocjowalny element każdego przyszłego układu.
Tymczasem wojna rozlewa się coraz szerzej i w Teheranie zniszczono starożytną synagogę, co Iran przypisuje izraelskim nalotom. Hebrajskie teksty porozrzucane w gruzach świątyni pokazuje nagranie opublikowane przez media państwowe. Przedstawiciel społeczności żydowskiej w irańskim parlamencie mówi o barbarzyństwie dokonanym podczas żydowskich świąt. Izrael milczy, ale cisza w takich sytuacjach rzadko bywa uspokajająca.
Izrael ostrzega z kolei cywilów, by trzymali się z dala od tras kolejowych, z to zapowiedź, która pachnie czymś więcej niż tylko troską o bezpieczeństwo ludności. W Tel Awiwie demonstranci protestują przed ambasadą USA, domagając się zakończenia bombardowań. Nawet w Izraelu rośnie świadomość, że obecny kurs prowadzi donikąd, chyba że za „dokąd” uznać ruinę.
W tle toczy się gra dyplomatyczna, w której Pakistan próbuje ratować sytuację, oferując plan tymczasowego zawieszenia broni. Iran odpowiada 10-punktowym projektem pokoju, wymagającym pełnego zakończenia wojny, zniesienia sankcji i odbudowy infrastruktury zniszczonej przez USA i Izrael. To nie są wygórowane żądania państwa dążącego do eskalacji, to lista elementarnych potrzeb kraju, który stanął w obliczu agresji.
Cieśnina Ormuz, jako tętnica transportowa, przez którą płynie jedna piąta globalnej ropy, pozostaje w dużej mierze zamknięta, co winduje ceny paliw na świecie i uderza w rynki. „Jesteśmy na narzuconym przez Trumpa zegarze odliczającym czas”, mówi analityk Kyle Rodda i trudno o lepszą diagnozę, ponieważ świat został zakładnikiem politycznej brawury, której stawką jest globalne bezpieczeństwo energetyczne.
Od początku konfliktu zginęło już ponad 3500 Irańczyków, więc tak ma wyglądać „obrona demokracji” według retoryki Waszyngtonu. Świat stoi dziś nad przepaścią, do której popchnęły go decyzje dwóch państw przekonanych o własnej bezkarności. Atak na wyspę Kharg nie był tylko uderzeniem w terminal naftowy, a był próbą zdławienia kraju, który mimo izolacji i presji nie chce ugiąć się przed żądaniami zewnętrznych potęg.
Bogdan Feręc
Źr. RTE/Al Jazeera
Fot. Dzięki uprzejmości RTE

