Po tygodniach napięć, gróźb i dyplomatycznego chaosu Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy zarysowali ramy porozumienia, które ma ustabilizować sytuację w rejonie Arktyki i jednocześnie zapobiec jednemu z najpoważniejszych kryzysów transatlantyckich od dekad. Umowa, wynegocjowana między administracją prezydenta Donalda Trumpa a NATO, nie rozwiązuje wszystkich sporów, ale wyraźnie przesuwa akcent z konfrontacji na współpracę, przynajmniej na razie.
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte potwierdził, że zachodni sojusznicy zgodzili się na zwiększenie swojej obecności w regionie Arktyki w ramach nowej umowy ramowej ze Stanami Zjednoczonymi. Deklaracja padła dzień po tym, jak Trump wycofał się z gróźb nałożenia ceł na Danię i inne państwa europejskie oraz publicznie wykluczył użycie siły wobec Grenlandii. W rozmowie z agencją Reuters udzielonej podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Rutte podkreślił, że teraz piłka jest po stronie wojskowych planistów NATO. To oni mają określić konkretne potrzeby w zakresie bezpieczeństwa, infrastruktury i zaangażowania państw sojuszu, także tych, które nie są obecne w Arktyce. – Spotkamy się z dowódcami wyższego szczebla, aby ustalić, co jest konieczne. Nie mam wątpliwości, że możemy to zrobić dość szybko, być może już na początku 2026 roku – zapowiedział.
Tło tych ustaleń było wyjątkowo napięte, bo ambicje Trumpa dotyczące Grenlandii, w tym publiczne sugestie odebrania Danii suwerenności nad wyspą, groziły nie tylko rozpadem jedności NATO, ale także nową wojną handlową między USA a Unią Europejską. Przez kilka tygodni prezydent USA eskalował presję, strasząc 25-procentowymi cłami i otwarcie kwestionując dotychczasowy porządek sojuszy.
Przełom nastąpił nagle i Trump ogłosił, że osiągnął z Rutte porozumienie ramowe dotyczące Grenlandii oraz całego regionu Arktyki, które, jak sam stwierdził, ma obowiązywać „na zawsze”. Kilka godzin później zapewnił, że nie użyje siły i zrezygnuje z ceł wobec Danii oraz innych europejskich państw, w tym Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, które wysłały wojska na Grenlandię w ramach solidarności sojuszniczej.
Z punktu widzenia USA nowa umowa ma zabezpieczać trzy kluczowe interesy: bezpieczeństwo militarne, dostęp do surowców mineralnych oraz blokowanie wpływów Rosji i Chin w Arktyce. To właśnie ryzyko „przyczółków gospodarczych i militarnych” tych państw było jednym z głównych argumentów Trumpa, choć ani Moskwa, ani Pekin nie zgłaszały oficjalnie roszczeń terytorialnych wobec Grenlandii.
Jednocześnie wiele kwestii pozostaje niedopowiedzianych. Stany Zjednoczone i Dania mają renegocjować obowiązujący od 1951 roku pakt obronny dotyczący Grenlandii. Według źródeł zaznajomionych z rozmowami nie dyskutowano jednak o przekazaniu wyspy pod amerykańską kontrolę ani o tworzeniu nowych baz USA bez duńskiej zgody. Sam Rutte podkreślił, że kwestia suwerenności Grenlandii się „nie pojawiła” w jego rozmowach z Trumpem. To jednak nie uspokoiło wszystkich graczy, a grenlandzcy politycy jasno sygnalizują, że nie zamierzają być jedynie przedmiotem rozmów między Waszyngtonem, Kopenhagą i NATO. „Nic o nas bez nas” – napisała jedna z grenlandzkich deputowanych do duńskiego parlamentu Aaja Chenmitz, kwestionując prawo NATO do rozmów o bogactwach mineralnych wyspy bez udziału jej władz.
Na Grenlandii atmosfera pozostaje napięta. W Nuuk władze rozdają mieszkańcom broszury kryzysowe, a lokalni politycy i obywatele powtarzają, że wyspa „nie jest na sprzedaż”. Jednocześnie w Danii zmiana tonu Trumpa przyniosła ostrożną ulgę. Minister spraw zagranicznych Lars Lokke Rasmussen uznał wstrzymanie wojny handlowej i rezygnację z gróźb militarnych za „pozytywne przesłanie”, choć jeszcze niedawno mówił wprost o poczuciu szoku i zdrady.
Globalne rynki zareagowały natychmiast i po tygodniach niepewności oraz spadków, kluczowe indeksy Wall Street zaczęły rosnąć, sygnalizując, że inwestorzy odebrali porozumienie jako stabilizujące sytuację.
Nie zmienia to faktu, że kryzys obnażył głębokie pęknięcia w relacjach transatlantyckich. Premier Kanady Mark Carney ostrzegł w Davos przed „rozpadem globalnego porządku”, który przez dekady wspierany był przez Stany Zjednoczone, a prezydent Francji Emmanuel Macron zapewnił, że Europa nie pozwoli się zastraszyć. Trump odpowiedział atakiem personalnym, co tylko wzmocniło wrażenie, że obecna stabilizacja jest krucha.
Nowa umowa USA z europejskimi sojusznikami w sprawie Arktyki nie jest więc triumfalnym resetem, lecz raczej zawieszeniem broni. Otwiera przestrzeń do współpracy w obszarze bezpieczeństwa i odstraszania Rosji oraz Chin, ale jednocześnie pokazuje, jak łatwo strategiczne partnerstwo może zostać wystawione na próbę przez jednostronne ambicje i politykę presji. Można w tej sytuacji też powiedzieć, że Arktyka staje się nie tylko regionem geopolitycznym, lecz także papierkiem lakmusowym przyszłości Zachodu.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. Kadr z nagrania RTE

