Wokół słyszy się głównie o tym, jak ogromne trudności mają potencjalni nabywcy ze sfinalizowaniem zakupu własnego M, a logika podpowiadałaby, że w takich warunkach rynek powinien nieco ochłonąć. Tymczasem rzeczywistość po raz kolejny płata figla i ceny ofertowe domów zaliczyły zaskakujący wzrost, natomiast sprzedawcy przed letnim sezonem handlowym poczuli się na tyle pewnie, że bez oporów podnosili ceny wywoławcze.
Z najnowszego raportu serwisu nieruchomościowego MyHome wynika, że w drugim kwartale tego roku ceny ofertowe skoczyły o 5% w skali roku. Co więcej, w maju i czerwcu ostateczne transakcje sprzedaży i tak przekraczały ceny wywoławcze średnio o 7% do 8%. Taki obrót spraw może dziwić, zwłaszcza jeśli spojrzymy na oficjalny indeks cen nieruchomości mieszkaniowych Central Statistics Office (CSO). Dane urzędu za kwiecień pokazały bowiem, że ceny transakcyjne rozpoczęły rok najsłabiej od 2020 roku. Indeks CSO wzrósł wprawdzie o 6,2% w okresie do kwietnia, ale patrząc na cztery miesiące między grudniem 2025 roku a kwietniem 2026 roku, wzrost wyniósł zaledwie 0,2%.
Obecnie typowa cena ofertowa (mediana) w skali całego kraju to 395 000 euro, co oznacza wspomniany wzrost o 5% w ciągu roku.
Tradycyjnie najdrożej jest w stolicy. W Dublinie mediana cen ofertowych poszła w górę o 4,5% i wynosi aktualnie 495 000 euro. Poza Dublinem sytuacja wygląda podobnie – tam mediana zatrzymała się na poziomie 350 000 euro, notując wzrost o 5,4% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Warto dodać, że w samym Dublinie majowa i czerwcowa gorączka zakupowa sprawiła, że ostateczne ceny były wyższe od wywoławczych aż o 9% do 10%, co dobitnie świadczy o zaciętej walce o każdy wolny dach nad głową.
Jak na to wszystko reaguje strona podażowa? Tutaj na szczęście widać pewne światełko w tunelu. W czerwcu liczba nieruchomości wystawionych na sprzedaż na portalu MyHome wyniosła 14 200, podczas gdy rok wcześniej było ich 12 600. Od początku 2026 roku w serwisie pojawiło się 18 900 nowych ofert, co stanowi skromny, ale zauważalny wzrost o 1,3% w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Dyrektor zarządzająca MyHome Joanne Geary podkreśla, że ten dwudziestoprocentowy wzrost liczby ogłoszeń w ostatnim kwartale powinien docelowo nieco złagodzić agresywną konkurencję między kupującymi, choć dla wielu z nich obecne podwyżki cen i tak są bolesną wiadomością.
Główny ekonomista Bank of Ireland Conall MacCoille zwraca jednak uwagę na kluczowy problem: czy kupujący będą w stanie udźwignąć te zawyżone stawki? Ograniczenia w dostępności gotówki stają się faktem. W kwietniu średnia kwota zatwierdzonego kredytu hipotecznego wyniosła 345 700 euro, czyli o 2,7% więcej niż rok wcześniej. Z kolei dane Banku Centralnego pokazują, że w 2025 roku przeciętny nabywca pierwszej nieruchomości posiadał dochód na poziomie 95 000 euro (wzrost o 3,5% rok do roku). Średni wskaźnik LTV wyniósł 80%, co pokazuje, że kupujący musieli wyłożyć z własnej kieszeni aż 20% depozytu.
Eksperci uspokajają jednak, że rynek nie stracił zupełnie kontaktu z rzeczywistością, ponieważ rosnące ceny nieruchomości idą w parze ze wzrostem wynagrodzeń. Siłą napędową sektora pozostają osoby kupujące swoje pierwsze mieszkanie, a w ciągu ostatnich 5 lat mediana wartości kredytów i nieruchomości w tej konkretnej grupie wzrosła o jedną trzecią.
Popyt wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, choć rosnąca inflacja i wcześniejsze podwyżki stóp procentowych mogą sprawić, że droga do własnego domu będzie dla wielu osób coraz bardziej wyboista, o ile w ogóle otwarta.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Sasun Bughdaryan on Unsplash

