Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Apel o rewolucję na przystankach

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

W czasie, gdy ceny paliw znów przypominają, kto naprawdę rządzi portfelem zwykłego człowieka, pojawia się propozycja, która brzmi prosto i konkretnie. Poseł niezależny Michael McNamara po raz kolejny wzywa do wprowadzenia bezpłatnego transportu publicznego w całej Irlandii. Tym razem jego głos trafia na moment szczególny, bo napięcia wokół rynku energii i niedawne blokady paliwowe zmieniły ton debaty.

Nie jest to pomysł nowy, ale dziś nabiera całkiem innego wymiaru. Ostrzeżenia ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego o wyższych cenach i wolniejszym wzroście gospodarczym przestają być abstrakcją, bo wchodzą w codzienność. W takiej sytuacji państwo nie może ograniczać się do apeli o oszczędzanie paliwa. Potrzebne są rozwiązania, które realnie zmieniają zachowania społeczne. Propozycja darmowej komunikacji na sześć miesięcy jest właśnie takim ruchem. Koszt, szacowany na 275 milionów euro według analiz zleconych przez National Transport Authority, robi wrażenie tylko wtedy, gdy patrzy się na niego w oderwaniu od kontekstu. W zestawieniu z wydatkami z okresu pandemii czy planowanymi kosztami prezydencji w Unii Europejskiej przestaje wyglądać jak bariera nie do przejścia.

Warto zauważyć, że poparcie dla tego rozwiązania nie jest odosobnione. Politycy opozycji dostrzegają w nim szansę na realne odciążenie gospodarstw domowych. To rzadki moment, gdy różne strony sceny politycznej zaczynają mówić jednym głosem w sprawie, która dotyczy codziennego życia ludzi i nie dotyczy to ideologii.

Największą siłą tej propozycji jest jej prostota, bo autobusy, tramwaje i pociągi już istnieją, a system działa. Nie trzeba budować go od zera ani czekać na efekty latami. Wystarczy decyzja, która zmienia zasady korzystania z transportu publicznego. To rozwiązanie, które można wdrożyć szybko i sprawdzić w praktyce, bez skomplikowanych eksperymentów. Nie oznacza to jednak, że pomysł jest pozbawiony wyzwań. Każda interwencja na taką skalę wymaga sprawnego zarządzania i kontroli kosztów. Jednak w czasach kryzysu właśnie takie decyzje odróżniają administrację reaktywną od tej, która potrafi działać z wyprzedzeniem.

Poseł McNamara trafił natomiast w sedno jednego problemu, bo nie da się oczekiwać od ludzi zmiany nawyków bez stworzenia realnej alternatywy. Darmowy transport publiczny nie rozwiąże wszystkich trudności, ale może przesunąć punkt ciężkości debaty. Zamiast mówić o ograniczeniach, zaczyna się rozmowa o dostępności.

To propozycja, która nie będzie wywracaniem państwa do góry nogami, ona nie próbuje zdominować przestrzeni publicznej, bo działa inaczej. Jest spokojna, konkretna i osadzona w realiach. Właśnie dlatego zasługuje na poważne potraktowanie, a nie automatyczne odrzucenie, jak bywało w przeszłości. Przecież to też ukłon w stronę ekoterrorystów, którzy przekonywali całkiem jeszcze niedawno, żeby przesiąść się na autobusy i tramwaje, porzucając własne samochody, a rząd im w tym przyklaskiwał.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Nico Baum on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version