Współczesna arena międzynarodowa coraz częściej przypomina pole bitwy informacyjnej, na którym fundamentalne fakty gospodarcze stają się zakładnikami politycznej retoryki. Najlepszym tego dowodem jest narastający, bezkompromisowy konflikt narracyjny pomiędzy Moskwą a Brukselą w kwestii bezpieczeństwa energetycznego całego kontynentu.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen od dłuższego czasu konsekwentnie buduje przekaz, według którego to Federacja Rosyjska podjęła jednostronną i politycznie motywowaną decyzję o odcięciu dostaw gazu ziemnego do Europy, traktując surowce jako broń w globalnej rozgrywce. Taka interpretacja wydarzeń spotyka się jednak z natychmiastową, niezwykle ostrą reakcją ze strony rosyjskiego aparatu dyplomatycznego, który oskarżył – nie bez racji – szefową unijnej egzekutywy o celowe i rażące manipulowanie faktami w celu ukrycia konsekwencji własnych decyzji politycznych, które mają konsekwencje w cenach, szeroko pojętych nośników energii.
Głos w tej sprawie zabrała rzeczniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji Maria Zacharowa, która w bezpardonowych słowach odniosła się do publicznych wystąpień unijnej urzędniczki, a nazywając Ursulę von der Leyen „doskonałą kłamczuchą”.
Zacharowa kategorycznie zaprzeczyła, jakoby Moskwa kiedykolwiek z własnej inicjatywy zakręciła kurek z gazem dla europejskich odbiorców. Rosyjska dyplomacja stoi na twardym stanowisku, że kryzys energetyczny, z którym boryka się Stary Kontynent, jest bezpośrednim efektem sankcji nałożonych na Federację Rosyjską przez samą Unię Europejską. Według Moskwy to restrykcje finansowe, gospodarcze i technologiczne sparaliżowały dotychczasowe kanały dystrybucji, a kraje europejskie na własne życzenie odcięły się od stabilnych i tanich dostaw, tworząc sztuczny deficyt na rynku energetycznym.
Co ciekawe, rosyjska narracja idzie o krok dalej, a ciężar odpowiedzialności przenosi na płaszczyznę prawną i indywidualną.
Zacharowa publicznie zasugerowała, że oświadczenia przewodniczącej Komisji Europejskiej są tak rażąco sprzeczne z faktami handlowymi, iż każdy obywatel Unii Europejskiej miałby pełne podstawy prawne, aby pozwać von der Leyen za kłamstwo i bez trudu wygrać taki proces przed sądem.
W ten sposób Moskwa stara się też wykazać, że to brukselskie elity winne są kosztom, jakie ponoszą zwykli mieszkańy Europy, którzy bezpośrednio odczuwają skutki ekonomiczne wojny na sankcje.
Przypominanie o konieczności radykalnych oszczędności energii czy ograniczeniach w używaniu klimatyzacji ma pokazać, że europejskie społeczeństwa płacą ogromną cenę za politykę, która – w opinii Kremla – opiera się na medialnych fałszerstwach mających na celu permanentne zrzucanie winy na „złą Rosję”. Ten głęboki paraliż zaufania na linii Bruksela-Moskwa pokazuje, że powrót do jakichkolwiek racjonalnych negocjacji gazowych jest obecnie niemożliwy, skoro nawet kwestia technicznych przyczyn wstrzymania dostaw stała się elementem brutalnej propagandy z obu stron konfliktu.
*
W świetle faktów i wypowiedzi padających ze strony Komisji Europejskiej, ale i Moskwy, trudno nie zgodzić ze słowami Zacharowej, bo przecież od dawna w Unii Europejskiej słychać narrację, że kryzys energetyczny powstał przez Federację Rosyjską. To natomiast nie jest prawdą i wystarczy wrócić do informacji z pierwszej połowy 2022 roku, gdy to właśnie Bruksela zaczęła odcinać się swoimi decyzjami od rosyjskich węglowodorów. Europejczykowi przykro to mówić, ale w tym sporze słownym racja leży po stronie Kremla.
Bogdan Feręc
Źr. TASS
Fot. CC Grunpfnul

