Donald Trump wrócił na scenę w swoim stylu, czyli bez półcieni, bez dyplomatycznych koronek, a młotkiem zamiast skalpela. Tym razem komunikat z Białego Domu był prosty jak ultimatum z westernu, więc albo będzie zgoda na przejęcie Grenlandii albo wojna celna. Świat dostał jasny sygnał – negocjacje według Trumpa to presja, a nie small talk.
– Mogę nałożyć cła na kraje, które nie zgodzą się na Grenlandię, ponieważ Grenlandia jest nam potrzebna do zapewnienia bezpieczeństwa narodowego – powiedział prezydent USA. Bez mrugnięcia okiem. Bez dyplomatycznego pudru, a to już logika siły w czystej postaci.
Grenlandia, arktyczna wyspa bogata w minerały i strategicznie położona jak szachowa królowa na lodowej planszy, od dawna rozpala wyobraźnię Trumpa. Po raz pierwszy rzucił pomysł jej „nabycia” w 2019 roku. Wtedy świat się śmiał, ale już dziś nikt się już nie śmieje, bo raczej liczy potencjalne straty i zyski. Reakcja Europy była szybka i demonstracyjna i do Kopenhagi przybyła ponadpartyjna delegacja UE. W USA niektórzy demokraci i republikanie ramię w ramię zamanifestowali solidarność z Danią i Grenlandią, natomiast ich oświadczenia stwierdzały, że pomysły prezydenta nie odzwierciedlają odczuć Amerykanów, jak powiedział senator Dick Durbin, który podkreślił, że Dania i Grenlandia to sojusznicy USA od dekad. Problem w tym, że Trump niespecjalnie przejmuje się sondażami, a już na pewno nie tym, że tylko 17 proc. Amerykanów popiera aneksję Grenlandii. Badanie Reuters/Ipsos nazwał po prostu „fałszywym”.
W Nuuk – stolicy Grenlandii, emocje są jeszcze ostrzejsze. Mieszkańcy otwarcie sprzeciwiają się planom Waszyngtonu. Jeden z przedstawicieli związków zawodowych nie owijał w bawełnę, mówiąc agencji AFP, że Kongres nigdy nie zatwierdzi militarnej akcji na wyspie, a całą sprawę sprowadził do „wypowiedzi jednego idioty”, a cytat ten krąży po mediach jak arktyczny wiatr.
Tymczasem Europa wysyła deklaracje słowne, Dania wzmacnia obronę Grenlandii, a Francja, Niemcy, Wielka Brytania, kraje nordyckie i Beneluks wysyłają żołnierzy na ćwiczenia w Arktyce. Emmanuel Macron mówi wprost, że to sygnał dla wszystkich, także dla Stanów Zjednoczonych, że suwerenność nie jest na sprzedaż.
Trump jednak nie cofa się ani o krok. Jego administracja twierdzi, że obecność wojsk europejskich nie ma wpływu na decyzje prezydenta. Specjalny wysłannik do Grenlandii zapowiada wizytę w marcu i przekonuje, że „porozumienie jest możliwe”. W tle pobrzmiewa argument o bezpieczeństwie, NATO i rzekomej bierności Danii. Problem w tym, że Grenlandia już jest objęta parasolem Sojuszu, natomiast cała ta historia pachnie XIX-wieczną polityką mocarstw, tylko opakowaną w XXI-wieczny język ceł, sondaży i internetowej retoryki.
*
Trump znów pozamiatał debatę, narzucając własne reguły gry i nie dlatego, że ma rację, ale dlatego, że gra ostro i bez kompleksów. Na koniec można zapytać, czy Grenlandia zostanie sprzedana i jaką cenę świat za to zapłaci?
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Visit Greenland on Unsplash

