200 000 wolnych domów

Z szacunków Peter McVerry Trust wynika, że w całej Irlandii może być nawet 200 tysięcy wolnych jednostek mieszkalnych, więc domów i apartamentów.

Część z nich sto od lat pusta, ale część, nie należy już do prywatnych właścicieli, a do banków i innych instytucji finansowych. Domy te, gdyby trafiły na rynek, z całą pewnością zmieniłyby całą sytuację, ale nie w tym kierunku idą rządowe plany wyjścia z kryzysu mieszkaniowego. Gabinet skłania się ku wprowadzeniu pseudo ograniczeń dla funduszy inwestycyjnych i spekulantów mieszkaniowych, których chce powstrzymać wprowadzeniem wyższego opodatkowania. Śmieszne rozwiązanie.

To, jak się uważa, całkiem błędne rozumowanie, bo kraj mógłby szybciej wyjść z kryzysu mieszkaniowego, gdyby np. banki, w których udziały ma Skarb Państwa, uwolniły zablokowane jednostki, więc rzuciły je na rynek. Co ważne niezależnie w jakiej formie, więc dla kupujących pierwszy raz i korzystających z rządowych programów, czy, o ile są one w innym niż oczekiwany przez nabywców stanie oraz wielkości, jako mieszkania socjalne.

Postępując w taki sposób, można by odzyskać całkiem dużo substancji mieszkalnej, iż cały rynek, musiałby zareagować, a i utraciłby możliwość sztucznej manipulacji cenami. Już sama zapowiedź takiego postępowanie mogłaby zmienić rynek, bo będzie to sygnał, że rząd zaczyna coś robić, więc wkrótce, podejmie też inne działania. Zadziała w takim przypadku prawo podaży i popytu, bo ten zaspokojony podażą, zaczyna reagować, czyli najczęściej obniżają się ceny.

Niestety ani minister mieszkalnictwa, ani wydatków i reform, nie patrzą nawet w tym kierunku, a zaproponowali współpracę władz lokalnych z prywatnymi przedsiębiorstwami budowlanymi. Summa summarum wychodzi na to, że stagnacja mieszkaniowa, nadal obserwowana będzie na irlandzkim rynku mieszkaniowym, a zarabiać na kupujących i wynajmujących będą ci, którzy mają zarobić.

Co ciekawe, część radnych miejskich przyznaje, że na ich terenach znajdują się setki pustych lokali mieszkalnych, które od lat zioną wolną przestrzenią do zasiedlenia i nawet wprowadzone kilka lat temu prawo, iż Rady Miast, Gmin i Powiatów, mają prawo do wykupu takich jednostek, o ile lokal stoi pusty przez okres przekraczający 6 miesięcy, nic tutaj nie mieniło. O takich przypadkach mówiła kilka razy w ostatnich miesiącach, była radna Galway, obecnie reprezentująca partię Antoú, a ta wskazuje kilkadziesiąt takich lokalizacji w stolicy zachodniego wybrzeża. Niestety Galway nie jest w tym przypadku wyjątkiem, a jedynie zdaje się potwierdzać ogólnokrajowy trend, gdzie mieszkania i domy są, ale nie będą przez długi jeszcze czas dostępne dla nikogo.

Wracając jednak do banków, które skupiają w swoich rękach pustostany, udało się ustalić, że Permanent TSB dysonuje 295 pustymi domami, a AIB 250 jednostkami mieszkalnymi bez lokatorów. Banki twierdzą, że część umów na najem lub przejęcie zobowiązań kredytowych jest już podpisana, więc wyzbywają się lokali ze swojej puli pustostanów. Największy bank w Irlandii, czyli Bank of Ireland, ma obecnie, jak sam twierdzi, zaledwie 55 pustych domów i wszystkie przygotowywane są do sprzedaży lub umowy są w fazie końcowej.

Ogólnie rzecz ujmując, w rękach banków, może i nie ma ogromnej ilości domów oraz mieszkań, ale pamiętać należy, że nie trafiają one na wolny rynek i sprzedawane są na zasadach komercyjnych. Istotne jest też, że ilość pustostanów, pozostających we władaniu irlandzkich banków, zmniejszyła się o 50%, ale tak zaczęło się dziać dopiero w ostatnim roku, kiedy opozycja parlamentarna, zaczęła naciskać na rząd, by ten, zajął się nareszcie problemem mieszkaniowym.

Niestety ani rządzący, ani opozycja, ani też instytucje związane z pomocą osobom w trudnej sytuacji mieszkaniowej, nie mają idealnego i szybkiego rozwiązania problemu zakwaterowania, a co gorsze, nie zanosi się, by w najbliższych latach, sytuacja miała się poprawić. To zmienić może przede wszystkim gabinet i minister mieszkalnictwa, ale potrzebne są decyzje o realizacji w pełni państwowych inwestycji mieszkaniowych na dużą skalę. Takich nie ma i nie przewiduje się również budowy osiedli mieszkaniowych w europejskim stylu, a przynajmniej w takiej ilości, która w istotny sposób wpłynie na zmniejszenie presji cenowej i czynszowej.

Tym samym drogo było, jest i będzie, a o mieszkalnictwie, rozmawiać będziemy jeszcze przez długie lata.

*

Zdjęcie przedstawia nowe osiedle mieszkaniowe w Łodzi, która postawiła na rozwój miasta i inwestuje m.in. w osiedla. Tam partnerstwo prywatno-publiczne sprawdza się, ponieważ głównym udziałowcem jest właśnie miasto, a i ono w odpowiedni sposób skonstruowało umowy z deweloperami. Podczas mojej ostatniej rozmowy z szefem planowania przestrzennego w Łodzi, a było to prawie rok temu, kiedy gościłem w rodzinnym mieście, dowiedziałem się, że część mieszkań w nowych inwestycjach przeznaczona jest na rynek prywatny/deweloperski, a część należąca do miasta, pod najem i tanie lokale dla młodych rodzin. Obecnie sytuacja w Łodzi nie wygląda jeszcze pod tym względem najlepiej, ale jak widać, czynione są kroki, by mieszkańcy centralnej Polski, nie mieli problemów z kupnem lub wynajęciem mieszkania. Nawiasem mówiąc, kiedy ponownie pojawię się w Łodzi, planuję ponowne spotkanie z jej władzami, by porozmawiać, co zmieniło się przez ten rok, kiedy mnie tam nie było. Wtedy, moja opinia może się również zmienić.

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij
Pierwsza w irlandzki
Ponad 6 milionów dz
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian