Sławek Orwat: Anna Mysłajek – Pamięć Psa (Polska 2018)

“Chodź, spróbuj mnie ogarnąć, jeśli możesz,
dotykiem poznać całą, porzuć ten strach.
Chciej budować mnie od podstaw i formować,
doskonałą tobie mogę się stać…”

Takimi oto słowami zaprasza nas Anna Mysłajek do swojego muzycznego świata wrażliwości już po raz piątyTym razem jednak zdecydowanie najbardziej osobisty. O ile poprzednio Ania zarejestrowała swój głos na krążkach firmowanych przez takie szyldy jak: Oshalala (2009), Mono Liza (2012) i dwukrotnie jako wokalistka często grywanej w programie Polisz Czart grupy Buenos Agres (2012 i 2015), tym razem ta niezwykle utalentowana wokalistka nie tylko podpisuje płytę swoim nazwiskiem, ale na dokładkę  teksty wszystkich sześciu piosenek wykonuje w pierwszej osobie liczby pojedynczej stając się niejako podmiotem lirycznym tego jakże pięknego i w pełni przemyślanego etapu swej artystycznej DROGI (słowo – klucz) pod nieco zagadkowym tytułem Pamięć Psa.

Piosenka “Wyobraźnia”, która otwiera krążek i od słów której rozpocząłem moje dzielenie się myślami na jego temat, swoim klimatem od pierwszych dźwięków do złudzenia przypomina brzmienia znane z dokonań takich mistrzów rockowej łagodności jak chociażby Chrisa Rea czy Rod Stewart. Jest ona jednak tylko pozornie “deserowym winem” na leniwe, niedzielne popołudnie. W samym środku kompozycja ta przeobraża się bowiem nagle w agresywne funky rodem z najbardziej kultowych dokonań firmy Motown, podkreślając tym samym swoją aranżacyjną ostrością (brawo Robert Okręglicki – bas i Andrzej Obuchowski – perkusja) mocne słowa stanowiące sedno przekazu tego wydawnictwa.

“Hej! Jeżeli myślisz, że możesz mnie tworzyć
tylko po to, by mieć coś na własność,
tylko po to, abyś sam nie zwariował,
ja jestem tylko wyobraźnią!”

Ania na wokalu “z pazurem” zna się doskonale, a jej dokonania z zespołem Buenos Agres są najlepszym dowodem na potwierdzenie tej tezy. Niedowiarków i dociekliwych odsyłam chociażby do utworu “Tu i teraz”, który można odnaleźć w przepastnych zasobach serwisu YouTube. Tym razem jednak ta nietuzinkowa artystka uwodzi nas swoją zmysłową łagodnością, a wokalna agresywność to jedynie odpryski przeżyć, które niczym ostre przekąski z dodatkiem chili każą nam z ulgą wracać do smaku deserowego wina, by za moment utonąć w pełnym afrodyzjaków i zmysłowości erotyku “Prośba II”…

“Bądź mi słowem, daj ułożyć ten sens,
bym siebie więcej nie rzucała na wiatr.
Bądź pod skórą, pozwól odkryć mi puls,
bym mogła poczuć niewidzialny mój strach…”

… z ekspresyjnie wykrzyczanym pragnieniem…

“Bądź mi głodem, co wypija mój sok,
bym mogła tęsknic, dalej pragnąć i żyć!
Jeżeli przyjdziesz właśnie po mnie,
jeśli w ogóle jesteś,
za krótko, by określić – wiem,
bądź i zostać chciej…”

Anna Mysłajek to młoda wokalistka, którą najbardziej cenię właśnie za właściwy wybór DROGI. Posiadając świetny wokal i niepospolitą urodę, mogła przecież ubrać świecącą, kusą sukienkę i zostać kolejną… miały tu paść nazwiska, tylko… po co? Myślący poszukiwacze szlachetnych dźwięków i tak domyślają się, kogo mam na myśli, a do ślepo zasłuchanych i wiernopoddańczych niewolników masowych stacji radiowych ta recenzja i tak nigdy nie trafi. Ania udowadnia tym krótkim albumem (albo wydłużoną EP-ką jak kto  woli) podobnie jak lubiana przeze mnie Kasia Moś, że będąc piękną i obdarzoną świetnym głosem artystką, wcale nie trzeba iść na łatwiznę i śpiewać kopie zachodniego chłamu z tekstami o niczym lub wystąpić na Roztańczonym Narodowym.

Pieniądze to przecież nie wszystko, a obciach zostaje po wsze czasy. Piosenki Ani smakuje się i dlatego nie bez powodu użyłem w tym tekście kilku kulinarnych odniesień. Takie albumy to prawdziwa uczta dla uszu i materiał na budowanie własnych obrazów wyobraźni z szeroko zamkniętymi oczami. Ta płyta to ogromny szacunek Artysty dla Słuchającego i nie bez powodu użyłem w tym zdaniu wielkich liter. We współczesnym świecie bezkrytycznego sprzedawania się i lansowaniu tandety na siłę, Ania ofiarowuje nam niezwykle osobiste przeżycia i pragnienia opakowane w klimatyczną gitarę Sebastiana Adamczewskiego i klawiszowe smaczki Łukasza Nowoka, by w najbardziej osobistym utworze “Jak pies” obnażyć się do granic bólu i bez fałszywego wstydu.

“Jest we mnie pamięć psa dobra i zła
pamiętam wszystko.
Jak mnie głaskano – raz,
jak mnie kopano – dwa,
kto nalał mi wody do miski,
ochoczo kto przyjął pod dach,
kto wabił, by kijem wlać,
kaganiec zakładał mi kto,
gdy chciałam bronić swych praw.”

a słowa…

“Ty byłeś mi dobry każdego dnia
i chcę być wierna ci aż po grób.”

…to niepierwszy już na tej płycie sygnał ogromnej tęsknoty za ulokowaniem uczuć i rzuceniem się bez obaw w bezdenną głębinę dzikich namiętności. Istota przekazu tego krążka to w mojej subiektywnej ocenie motto innej znakomitej płyty sprzed lat, której przesłanie samoistnie pojawiło się w mojej głowie już podczas pierwszego przesłuchania Pamięci Psa:

„Za każdym razem – teraz i wtedy – trzymasz mnie.
Za każdym razem – teraz i wtedy – pokazujesz mi.
I teraz i wtedy troszczysz się. Teraz i wtedy kochasz mnie.”

Nieprzypadkowo kilka lat temu wybrałem właśnie te słowa pochodzące z utworu ”Now And Then” na motto recenzji albumu grupy Archive You All Look the Same to Me. Dlaczego akurat te? Ponieważ zaprzeczają one przesyconej pozornym pesymizmem treści tego mistrzowskiego wydawnictwa. Pesymizm jest bowiem stanem człowieka, który traci nadzieję, choć w gruncie rzeczy jego dusza wyje nocami i dniami w błagalnym niemym krzyku z kończącego tamten krążek utworu “Need”: „Proszę odnajdź mnie (…) Czy jest jeszcze trochę nadziei wewnątrz Ciebie?”. Obawa granicząca z pesymizmem dotyka także podmiot liryczny albumu Anny Mysłajek, a słyszymy ją doskonale w utworze “Śmiem nie wiedzieć nic”:

“Tak bardzo chcę, lecz boję się,
tak bardzo pustka, nie pełnia,
a może skok w kolejny bok,
w to, co niejasne, niepewne.”

Co dla Ani jest w życiu ważne: Ważne są muzyka, treści i emocje, które z tych na pozór błahych czynników powstają i przenikają do wnętrza.” – odpowiada. “Bardzo ważny jest czas, a czas to chwile tak wielobarwne i mnogie. Moje życie jest chwilą i cieszę się, że dość szybko to pojęłam. Najważniejsi są ludzie. To oni swoją obecnością, a potem nieobecnością rysują linie życia. Mojego. Twojego. Każdego.” – dodaje.

“Za głosem pójdę swoim, już  czas.
Ten głos nie milknie we mnie od lat.
Za głosem pójdę swoim, a jak,
ten głos już nie ucichnie, to wrzask!
I w którą pójdę stronę, do czego zbliżam się,
chcę zacząć inną drogę, odkrywać lepszą treść.”

“Za głosem” to głęboko przemyślany singiel promujący to jakże ważne moim zdaniem wydawnictwo, które zaistniało sobie nieśmiało na skostniałym i smutnym polskim rynku muzycznym i choć sukcesu finansowego ono zapewne Annie Mysłajek nie przyniesie, bo nie stoi za nim żadna z tych wytwórni, której utwory (niezależnie od faktu, czy są wartościowe, czy obciachowe) z klucza dostają się do masowego promowania (czytaj zarzynania), to jest ono dowodem na to, że szczerzy artyści szanujący siebie i swojego odbiorcę jeszcze na tym muzycznym łez padole istnieją. “Na swoim koncie nie mam milionów dolarów, ale mam znacznie większy dorobek.” – jakby na potwierdzenie moich słów mówi sama artystka – “Ze spokojnym sumieniem mogę stwierdzić, że coś po mnie zostanie i że zapisałam się na kartach wieczności.” 

Na koniec tego krótkiego (zdecydowanie zbyt krótkiego) albumu Ania zostawiła nam największą jego perełkę, perfekcyjnie dopracowane cudo i zarazem moją ulubioną od dwóch dni kołysankę, bo najlepiej tej płyty słucha się późnym wieczorem, kiedy płomień zapachowej świecy bawi się z naszą wyobraźnią, a  świetlne refleksy prowadzą niemy dialog z osobistymi refleksjami.

“Mam to, co mam, niebo nade mną – okno na świat.
Okno bez ram i bez parapetu, bez zasłon i szyb, otwieram je…
I widzę jak gwiazdy spadają w dół,
z mocą i pięknem walną o bruk,
za horyzontem zniknie ich blask,
słońcem wybuchną, gdy przyjdzie czas.
A czas wyznacza pory i granice nam.
Za chwile, za moment pożegnam cię znów.”

“Muzyką i słowem zajmuję się od dawna i nie potrafię ustalić jednoznacznie od kiedy. Może i lepiej. – pisze na swej stronie bohaterka niniejszej recenzji –Doceniano mnie na wielu festiwalach piosenek poetyckich. Moja próżność (na szczęście) nie została wystarczająco zaspokojona i podjęłam wyzwanie” – deklaruje Ania Mysłajek, która w jednym z wywiadów jeszcze jako wokalistka zespołu Buenos Agres wyznała, że dla niej ważniejsza od celu jest… DROGA do niego. Są bowiem tacy ludzie, dla których ważniejsze jest, aby gonić króliczka, niż go złapać. Ciekaw jestem, czy pomimo wiekowej przepaści, jaka dzieli mnie i Annę Mysłajek, co zapewne przekłada się także i na liczbę życiowych doświadczeń, ta urocza wokalistka podobnie jak ja nadal nie wie do końca, co robić powinna, za to posiada świadomość, czego czynić jej już nie wolno. Żywię nadzieje, że będzie mi dane kiedyś ją o to osobiście zapytać, a dziś zachęcam Was gorąco do nabycia tego urzekającego krążka zatytułowanego Pamięć Psa. A tak już zupełnie na marginesie… ciekaw jestem też ilu z nas odczuwa samotność w czasach wszechwładnego Facebooka?

tekst: Sławek Orwat
fotografie: fan page Anny Mysłajek
cytaty: fragmenty tekstów z albumu oraz wypowiedzi Anny Mysłajek zawarte na jej FB

Podziel się z innymi:
Przylecieli z fałsz
Spotkanie Prezydenta
BRAK KOMENTARZY

Sorry, the comment form is closed at this time.

Translate »