Sami ze sobą na sam

Wielka Brytania ma problem ze sobą, ale tworzy go poprzez swoje działania dla całej Unii Europejskiej, a dzieje się tak za sprawą jednej ustawy.

 

Jak pamiętamy, bo było to nie tak dawno, przegłosowano prawo, a to mówi, że na działania rządu w sprawie Brexitu, zgodę musi wydać brytyjski parlament, czyli skontrolować gabinet Teresy May, czy działa zgodnie z wolą Westminsteru, ale i społeczeństwa.

To natomiast powoduje zarówno napięcia na polu krajowym, jak i na międzynarodowej scenie politycznej.

 

Obecnie mówi się, że propozycje rządu May, nie były krytykowane wyłącznie przez unijnych negocjatorów, ale i przez Izbę Gmin oraz Izbę Lordów, co może opóźnić oficjalne przekazanie dokumentu Brukseli.

Brytyjscy komentatorzy Brexitowych zawirowań twierdzą, że to jedna gorszych przypadłości, jaka mogła przytrafić się Wielkiej Brytanii, bo właściwie każdy pomysł rządu, może zostać storpedowany przez Westminster.

 

Chodzi tu oczywiście o nikłą większość parlamentarną, którą podzielonym w sprawie Brexitu, daje północnoirlandzka partia Arlene Foster, a ta jak wiadomo, murem stoi za gabinetem May. Dla zasady przypomnieć trzeba, że Demokratyczna Partia Unionistów, nie robi tego, bo lubi, a prawie wyłącznie z powodów finansowych.

Blokada przez DUP utworzenia rządu w Belfaście dała pełniącej obowiązki premiera Arlene Foster, wyjść na pełne wody brytyjskiej polityki, a jednocześnie kilaka milionów funtów, na przeprowadzenie inwestycji, które DUP zapowiadał w swoim programie wyborczym.

DUP oraz Foster, są też wiernymi wykonawcami woli Downing Street, bo współpraca Brexitowa układa się pomiędzy May a Foster doskonale.

Za wsparcie dla gabinetu w Londynie, DUP może spokojnie realizować swój program kurczowego trzymania się spódniczki rządu Theresy May, czyli blokować wszelkie propozycje północnoirlandzkiego parlamentu – Stormont.

 

W tym kontekście można uznać, że i obecne propozycja pozostania w unii celnej z Unią Europejską, może trafić na problemy w Westminsterze, a większość parlamentarzystów, nie darzy ciepłymi uczuciami Demokratycznej Partii Unionistów.

Co istotne, w samej partii konserwatywnej jest duża grupa lordów i parów, którzy chcą sprzeciwić się propozycji premier May, bo to zarówno w ich ocenie będzie to źle wyglądać w oczach własnego społeczeństwa, jak i ocenach krajów członkowskich UE.

Na politycznych salonach Wielkiej Brytanii mówi się, że Theresa May zmieniła całkowicie front działań, czyli wykazuje się nieudolnością, a poprzez swoją ostatnią propozycję, chce kupić wyłącznie negocjacyjny czas, a to pokazuje jej słabość, ale i słabość rządu, a kto wie, czy nie całej Wielkiej Brytanii.

 

Zarówno w Westminsterze, jak i w rządzie oraz w samej partii konserwatywnej, ścierają się obecnie dwa poglądy. Pierwszym z nich jest, wykonanie woli narodu, czyli zamknięcie na klucz drzwi do Unii Europejskiej, a drugim także wykonanie woli narodu, ale pozostawienie ich uchylonych.

To drugie rozwiązanie, jest działaniem, na zasadzie realizacji powiedzenia „i wilk syty i owca cała”, ale czy Theresa May będzie miała na to zgodę?

 

Z informacji, jakie docierają do nas z kręgów zbliżonych od irlandzkiego rządu, wynika, że na szczycie w Brukseli (28-29 czerwca), może nie dojść do oficjalnej publikacji propozycji rządu Theresy May, a dokument pojawi się dopiero dwa tygodnie później.

Wszystko przez zgodę na działanie Westminsteru i obaw w niezdecydowanym na któreś z rozwiązań parlamencie.

Bogdan Feręc

Zdj: Pixabay.com

Podziel się z innymi
BRAK KOMENTARZY

Sorry, the comment form is closed at this time.

Translate »