Rutkowski rozpracowuje grupę złodziei aut: Prezes kradnie busy czyli historia pewnego oszustwa

Drodzy właściciele wypożyczalni samochodów. Jeżeli zadzowni do Was firma Kadek s.c. z ofertą wypożyczenia busa na dwa dni oznacza to, że dzwoni do Was oszust. Jeżeli uwierzycie w zapewnienia prezesa Kadek s.c, ża samochód zwróci, auta szybko już nie zobaczycie. Biuro detektywistyczne Krzysztofa Rutkowskiego właśnie tropi cwaniaków, którzy kradną busy z wypożyczalni opowiadając tę historię.

W poniedziałek do Krzysztofa W., własciela wypożyczalni samochodów z Raciborza dzwoni telefon. Numer 504 65 55 65 wydaje się łatwy do zapamiętania. I faktycznie Krzysztofowi W. te cyfry na długo wryją się w pamięć. Dlaczego? Ponieważ za odebranie tego telefonu finalnie męczyżna „zapłaci” 80 000 zł. Ale po kolei.

Jak stracić auto i nic nie wiedzieć

Mówi Krzysztof W.: – Telefon odebrałem, odezwał się mężczyzna, który chciał wynająć samochód na dwa dni. Nie zwróciłem uwagi, jak się nazywał, ale proszę zrozumieć, podobnych telefonów mam dziesiątki, nie zawsze ludzie się przedstawiają. Umówiliśmy się co do ceny, terminu oddania i miejsca przyjazdu auta, wypytałem także o trasę; prezes powiedział, że po wóz przyjedzie kierowca – kończy.

Następnego dnia pod firmę Krzysztofa W. przyjeżdża mężczyzna.

– Pierwsza lamka alarmowała zpaliła się podczas podpisywania umowy najmu – mówi Krzysztof W.

Dlaczego? Przyjezdny twierdzi, że wszystko „miało być załatwione”. Ale nie było. Dane firmy, którą reprezentował dostał esemesem od prezesa, nie wiedział jak się nazywa właściciel, twierdzi, że pracuje od niedawna.

Właściciel wypożyczalni żąda dowodu osobistego. Kierowca z niechęcią, ale godzi się wpisać swoje dane do umowy. Podpisuje, płaci i wyjeżdża samochodem Oplem Vivaro nr rej. SRC 5PJ4. Twierdzi, że będzie jechał do Trójmiasta. Na umowie, poza danymi kierowcy i danymi fimy z esemesa, nie ma nic, co może pomóc w identyfikacji firmy Kadek s.c. Tuż przed odjazdem Krzysztof W. mówi, że samochód ma GPS. Blefuje.

Po dwóch dniach rano do Krzysztofa W, dzwoni prezes i i pyta czy może przedłużyć czas wypożyczenia auta. Słyszy „nie”. O godz. 14.30 kolejny telefon z informacją, że już jest. „Gdzie?” – pyta właściciel.

„Przecież ma pan GPS, to wie pan, gdzie jest” – słyszy w odpowiedzi.

– To była druga lampka akarmowa, ale za późno zorientowałem się, że właśnie straciłem samochód za 80 000 zł. – opowiada Krzysztof W.

Po godz. 20.00 kolejny telefon tym razem już ostatni. Samochód ma być w okolicach Wrocławia. Od tego czasu kontakt się urywa.

Opowieść kierowcy czyli jak zapłacić z kradzież

Grzegorz S. to kierowca, który odebrał auto od Krzysztofa W. o pracy dla firmy Kadek s.c. dowiedział się telefonicznie. Dał ogłoszenie, że szuka pracy jako kierowca. W niedzielę, 30 maja 2018 r. zgłosił się do niego bezimienny „pan prezes” i zaoferował pracę kierowcy i koordynatora ds samochodów w firmie.

Pierwsze zlecenie to odbiór Opla Vivaro z wypożyczalni i przewiezienie go pod wskazny adres. Zaraz też pojawia się także pierwsza prośba – chodzi o to, żeby Grzegorz S.zapłacił za wynajem z własnych pieniędzy, bo prezes zanim zrobi przelew, to będzie późno, ale „proszę się nie martwić, pieniądze napewno bedą, zwrócę koszty”.

Grzegorz S. dostaje esemesem nazwę firmy, NIP oraz Regon, oraz zapewnienie, że wszystko „ma być załatwione”. Jak pokazują kolejne godziny, nie do końca jest. W Raciborzu wynajmujący prosi go o dowód, wypytuje o firmę. W końcu do podpisania umowydochodzi. Mężczyzna odbiera samochód i transportuje pod Poznań do miejscowiści Wysogotowo na parkning strzeżony.

Na miejscu Grzegorz S. zostawia auto, a pracownik parkingu odwozi go w pobliże ponańskiego lotniska; stamtąd mężczyzna jedzie na dworzec kolejowy, następnie do Warszawy. W międzyczasie dzowni prezes i zapewnia, że w stolicy czeka na niego kolejne auto.

Ponieważ Grzegorz S. przyjeżdża w nocy, bierze pokój w motelu i czeka następny dzierń. Zamiast auta, prezesa i pieniędzy, odbiera kolejny telefon. Mężczyzna ma jechać do Białegostoku po Renaulta. Kolejny bilet na pociąg i motel w
Białymstoku. Rano kategorycznie prosi prezesa Kadek s.c o pieniądze. W odpowiedzi słyszy, że jest problem z przelewem i czy znów może zapłacić za wynajem samochodu.

Grzegorz S. odmawia. W międzyczasie telefonuje do właściciela wypożyczalni aut w Białymstoku. Dowiaduje się, że ten sprawdził firmę Kadek s.c i samochodu im nie wynajmie, ponieważ taka firma nie istnieje.

Kolejny telefon odbiera od Krzysztofa W., właściciela Opla Vivaro. Od niego dowiaduje się, że wziął udział w kradzieży auta. I w dodatku zapłacił za to z własnych pieniędzy.

Krzysztof Rutkowski, który zaangażował się w tę sprawę, ma już pewne tropy. Okazuje się, że osoba, która odbierała Opla spod Poznania łudząco przyopomina oszuta, który przed dwoma laty ukradła z Wrocławia z wypożyczalni Skodę Fabię.

– Na razie badamy sprawę, Faktycznie firma Kadek s.c pod tkim adresem, jaki mamy podany nie istnieje, telefon jest wyłączony. Przestrzegamy wszystkich przed oszustami i apelujemy o ostrożność – mówi właściciel najsłynniejszego biura detektywistycznego w Polsce.

Skradziony przez firmę Kadec s.c Opel Vivaro nr rej. SRC 5PJ4.

Wszyscy, którzy widzieli ten samochód proszeni są o kontakt z Biurem Krzysztofa Rutkowskiego pod numer telefonu 600 007 007.

Patriot24.net

Podziel się z innymi
TAGI POSTA
BRAK KOMENTARZY

Sorry, the comment form is closed at this time.

Translate »