Po co to referendum?

Pomimo prowadzonej kampanii, a i przewagi głosów za liberalizacją prawa aborcyjnego, może się okazać, iż panie nadal nie będą mogły przerywać ciąży w Irlandii.

 

Pewnego rodzaju ziarno niepewności zasiał wicepremier Simon Coveney, który stwierdził, iż „nie będzie w Irlandii kliniki aborcyjnej”. Po co w takim razie sama zmiana przepisów? No, nie wiadomo, bo przecież turystyka aborcyjna, była jedną z kwestii stawianych, jako podstawa do zmiany prawa.

Coveney został zapytany o wyjaśnienie swojego stanowiska, na co odpowiedział:

Pomimo zmiany przepisów, nie muszą powstać w kraju kliniki aborcyjne, co będzie zgodne z deklaracjami rządu.

 

Gabinet Leo Varadkara faktycznie nigdy nie twierdził, iż kliniki aborcyjne powstaną, a polityczne dysputy zdominował okres, w jakim będzie można dokonać zabiegu aborcyjnego, licząc od chwili zapłodnienia.

 

Takie stanowisko wicepremiera, o ile można je uważać za oficjalne zdanie rządu, stworzy w kraju specyficzną sytuację, bo może i klinik aborcyjnych nie będzie, ale tylko państwowych.

Nie można sobie chyba wyobrazić sytuacji, iż prywatna służba zdrowia, pozostawi niezagospodarowanym nowe źródło dochodu, więc sama aborcja będąc może i legalną, napychać będzie kabzy prywatnych klinik.

Bogdan Feręc

Źr: The Times

Zdj: Gov.ie

Podziel się z innymi
MFW namawia rząd, a
Szybki prom już pł
BRAK KOMENTARZY

Sorry, the comment form is closed at this time.

Translate »