Michał Milniczuk: Alkohol kontra trening

W związku z weekendem postanowiłem wspomnieć o temacie, którym interesuje się prawdopodobnie ponad połowa ćwiczących osób. Trenujemy regularnie, żywimy się zdrowo, jesteśmy fit, eko i ogólnie rzecz biorąc, nasze ciało jest świątynią. Jednak pewnego pięknego dnia znajomi zapraszają nas na zakrapianą imprezę. Ciężko odmówić, bo nie widzieliśmy się kupę czasu. Do tego „ze mną się nie napijesz?”. Co się dzieje z naszym zdrowym trybem życia, jeśli zdarzy nam się napić? Czy wszystko pójdzie na marne?

Alkohol nie jest niczym innym jak diuretykiem – odwadnia nasz organizm. Kac natomiast jest zatruciem aldehydem octowym, niedoborem glutaminy i witaminy B12. To powoduje, że po wypiciu zbyt dużej ilości wesołych drinków czujemy się, jak zdjęci z krzyża. W trakcie treningu na siłowni, sali czy gdziekolwiek indziej, staramy się uzupełniać płyny jak najczęściej. Stosujemy izotoniki, specjalne napoje, proszki, tabletki i inne wynalazki pozwalające na utrzymanie dobrego poziomu wody w naszym organizmie. Potem pijemy alkohol i w sumie to wszystko, co wymieniłem przed chwilą, idzie do toalety. Kolejną rzeczą, która psuje nam wyniki naszej pracy, jest kortyzol. W trakcie ćwiczeń wyzwalamy hormon stresu o tej jakże pięknej nazwie. Pijąc kolorowe drinki, powodujemy, że kortyzol utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie. Czemu ten hormon jest taki zły? Ponieważ upośledza proces regeneracji mięśni i wydłuża ich katabolizm, czyli rozpad tkanki mięśniowej. Nie brzmi to zbyt miło. I miłe (ani pożyteczne) niestety nie jest.

Innym negatywnym skutkiem picia alkoholu jest zaburzenie procesu syntezy glukozy. Tłumacząc to na język zrozumiały dla wszystkich – może prowadzić do hipoglikemii (niedocukrzenia).

W tym momencie odejdźmy od chemii i biologii, pozostawmy te wszystkie dziwne terminy i procesy. Porozmawiajmy jak imprezowicz z imprezowiczem. Idziemy na imprezę, pijemy alkohol i podjadamy przekąski. Zazwyczaj, czy to do drinków, czy do „czystej”, dołączamy kolorowe soki, napoje gazowane itp. Pomyślmy ile coca-coli/pepsi/fanty zużywamy do drinka. Ile „soku” nalewamy do szklanki po wzniesionym toaście (bo to nie jest żaden sok, tylko napój o smaku owocowym). Te wszystkie płyny to nic innego jak czysty cukier i sztuczne barwniki. Do tego, w większości przypadków, spożywane są wieczorem lub w nocy. Co do przekąsek – na imprezie raczej nie podają ryżu i kurczaka albo sałatki z łososiem, pestkami słonecznika i olejem lnianym. Jemy dużo zapiekanego sera, majonezu, sosów no i oczywiście… kebab i frytki. Po całym tygodniu zdrowego jedzenia uwierzcie, że wasz organizm przeżyje szok. Jednak przecież nie powinno być to tak tragiczne w skutkach, ponieważ istnieje coś takiego jak „cheat meal”. Tak, lecz dodatkowo na drugi dzień zazwyczaj przepada nam trening (ból głowy) oraz to nasze „super fit” jedzenie (mdłości). Nie sięgniemy po nasze pudełeczko z kaszą, czy ryżem Basmati tylko po coś, co jest tłuste i szybko nas nasyci. Mamy kaca nie tylko fizycznego, ale i moralnego.

Czy powiem Wam, żeby nie pić alkoholu? Absolutnie nie. Jesteśmy tylko ludźmi. Musimy mieć przyjemności w życiu, czy to w postaci drinka, czy kebaba. Jednak wszystko z głową. Jeśli bierzemy się za trenowanie w 100%, to nie będzie problemem pójście na imprezę i wypicie 5 drinków, czy piw mniej. To wszystko robicie dla siebie. Robicie to po to, żeby stanąć przed lustrem i powiedzieć „jestem z siebie dumny”.

Michał Milniczuk

 

Podziel się z innymi:
Szczoteczka soniczna
Guinness może znikn
BRAK KOMENTARZY

Sorry, the comment form is closed at this time.

Translate »