Kryzys migracyjny można rozwiązać

Rządy krajów europejskich, jeżeli odrzucimy wcześniejsze twierdzenia Niemiec, iż potrzebują rąk do pracy i przyjmą emigrantów z Afryki, głowią się, jak pozbyć się problemu z Unii Europejskiej.

 

Rozwiązanie jest i to bardzo proste, a oprócz polityków do pracy powinny wziąć się międzynarodowe przedsiębiorstwa i konsorcja biznesowe. O ile jest prawdą, że w większości przybywający z Afryki i Bliskiego Wschodu ludzi, migruje tutaj za chlebem, bo wojnę w Syrii także pomijam, to okaże się, że to problem błahy i świat poradzi sobie z nim w kilka lat, a pierwsze efekty widoczne będą znacznie szybciej.

 

Przypatrzmy się naszemu rejonowi, czyli wschodnim terenom Unii Europejskiej, z której imigranci zarobkowi wylewali się kilka lat temu nieprzerwaną falą.

Zmiana sytuacji gospodarczej i to w równym stopniu Polski, Czech, Słowacji, Rumunii oraz krajów nadbałtyckich, ograniczyła ilość osób szukających godnych zarobków i miejsca życia u bogatszych sąsiadów, czyli udawała się do pracy w Niemczech, Irlandii, Wielkiej Brytanii i gdzie tylko chcieli.

W naszej sytuacji zadanie było ułatwione, bo nikt nie nazywał nas „nielegałami”, chociaż mówiło się, a i nadal słychać takie twierdzenia, że zabieramy komuś pracę. To akurat bzdura, ale i w Polsce słychać opinie o Ukraińcach, którzy odebrali zatrudnienie chętnym do pracy kasjerkom w marketach i na budowach, więc jest to stara śpiewka, a ta nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości.

 

Podobnie stanie się w Afryce i na Bliskim Wschodzie, gdyby tylko światowe koncerny, otworzyły tam swoje oddziały fabryk, dały zatrudnienie, a to oznacza poprawę jakości życia. Rosnący dochód w pierwszym okresie ograniczy ilość uciekinierów, a następnie, przynajmniej część, zdecyduje się na powrót do ojczyzny, bo tak dzieje się w przypadku naszej imigracji zarobkowej, a wyjątkiem nie jesteśmy.

W przypadku imigrantów z Afryki, mamy jeszcze jeden problem, bo europejskie dobre serca, same spowodowały kolejny ambaras, a ten trzeba jakoś rozwiązać, ale w sposób delikatny. Chodzi oczywiście o utrzymanie imigrantów, którym zapewnia się mieszkanie i pieniądze na egzystencję, czyli nie robiąc nic, mogą sobie spokojnie żyć obok nas.

 

O ile w pierwszym okresie ich bytności w Europie mógłbym się na to zgodzić, chociaż mnie nikt nie pomagał, jak przyjechałem z paroma setkami euro do Irlandii, to powinna być to wyłącznie pomoc krótkookresowa, by zmusić do aktywności imigranta, czyli powinien mieć obowiązek rozpoczęcia nauki języka kraju, w którym przebywa, a i aktywnie poszukiwać pracy. Niezłym rozwiązaniem mógłby stać się również nakaz pracy, a odmowa jej przyjęcia, powiązana z automatyczną deportacją.

To z kolei na drodze uregulowań politycznych rozwiązywałoby problem, czyli całość sytuacji mamy pod kontrolą.

 

Niestety tak się nie stanie, a szybko wcale i to dzięki działaniom samej Unii Europejskiej, która traci czas na opracowanie nowych programów relokacji, a i kłótnie, który kraj i ilu migrantów ma przyjąć. Przykro to mówić, ale nikt nie zastanawia się nad źródłem problemu, a wszelkie inicjatywy skupiają się wyłącznie na „leczeniu”, a od dawna znana jest przecież medyczna maksyma: „Lepiej zapobiegać, niż leczyć”.

 

W każdym razie problem imigrantów i to niezależnie, czy są oni legalni, czy też nie, nie będzie rozwiązany, jeżeli politycy dotykać będą skutku, a nie przyczyny całej sprawy.

Bogdan Feręc

Podziel się z innymi
Powodzie na Północ
Kamień coraz częś
BRAK KOMENTARZY

Sorry, the comment form is closed at this time.

Translate »